Elbrus – informacje praktyczne

Dokumenty


1. Wiza i ubezpieczenie

Istnieją wyspecjalizowane biura turystyczne, które załatwiają oba dokumenty. Można oczywiście postarać się o dużo bardziej atrakcyjne ubezpieczenie w powołanych do tego firmach. Korzystając z usług krakowskiej firmy Aina Travel (http://www.aina.pl/ofirmie.html) ubiegaliśmy się o wizę tranzytową przez Białoruś (dwukrotną – tam i z powrotem) i 30-dniową do Rosji. Zapłaciliśmy 680 zł za obie wizy z podstawowym 20-dniowym ubezpieczeniem. W trakcie organizowania wizy warto utrzymywać stały kontakt z firmą i na bieżąco kontrolować załatwianie naszej sprawy (wysyłka dokumentów, zgodność danych itd.). Podstawą do wydania wizy jest voucher, będący rodzajem zaproszenia, wystawianego na nasze nazwisko przez podmiot rosyjski (np. hotel, osoba prywatna, uczelnia wyższa). Biuro, które nie wysyła nam vouchera, należy poprosić o jego kopię, która może być pomocna w razie jakiejkolwiek kontroli.


2. Bilety

Skorzystaliśmy z transportu kolejowego, a schemat podróży przedstawiał się następująco:

  • Katowice – Warszawa – pociąg Intercity (cena ok. 100 zł; http://rozklad-pkp.pl)
  • Warszawa – Brześć – pociąg relacji Berlin-Moskwa (bilet kupujemy w Polsce, natomiast miejscówkę u kierownika pociągu – cena jest improwizowana ok. 10 $ czyli witamy w Rosji)
  • Brześć – Mińsk – Mineralne Wody – cena za bilet „kupiejny” w jedną stronę 351 BYR (94 EUR).

W kierunku Mineralnych Wód z Brześcia odjeżdża tylko jeden wagon sypialny, który w Mińsku jest doczepiany do reszty składu. W stolicy Białorusi mamy 4-godzinny postój.

Zaletą podróży kolejowej w porównaniu z samolotem, czy nawet samochodem jest cena, komfort (bilet kupiejny – odpowiednik polskich kuszetek, ewentualnie mniej komfortowa „płackarta” – spanie w zbiorowej sypialni na kółkach) bezpieczeństwo oraz to, co dzieje się w pociągu i za oknem. W zależności od wyobraźni i potrzeby kontakt z ludźmi na całej trasie wydaje się nieograniczony.

Każdy wagon ma swojego kierownika, tzw. „prowadnika”, który nie tylko dba o zapas wrzątku na herbatę, ale pilnuje porządku i formalności (w razie potrzeby jest w stanie pomóc wypełnić migracyjne karteczki).

Wadą takiego podróżowania są przesiadki i czas, jaki spędza się w podróży (ok. 46 godzin). Po drodze mijamy kraje wschodnie, zatem trzeba liczyć się z kontrolami na granicach i spotykaniem ludzi o różnym usposobieniu. Jest to mimo wszystko biedniejsza część Europy, region o charakterystycznej sytuacji gospodarczej i społecznej. Ludzie nie są tu przyzwyczajeni do zachodniego sposobu bycia. Lepiej nie wychodzić przed szereg i mieć otwarte oczy a przy okazji zaoszczędzić sobie niepotrzebnych łapówek. Nie wnikając w szczegóły pamiętajmy, że jesteśmy podróżnikami i obcymi, którzy powinni przygotować się na wszystko. My nie mieliśmy żadnych problemów, a taki wariant podróżowania był dla nas dodatkowym urozmaiceniem.

Bilety najlepiej kupić z wyprzedzeniem (ok. miesiąca wcześniej). Trzeba pamiętać, że pociąg do Mineralnych Wód jeździ co 4 dni. Przyjeżdżając nawet na dzień przed planowanym odjazdem może być ciężko z kupnem biletów. Kupując bilety skorzystaliśmy z życzliwości dziewczyny mieszkającej w Brześciu, która zdobyła je dla nas. Pomocny w tej kwestii może być serwis społecznościowy dla podróżników http://www.couchsurfing.org/. Niestety biletów nie można zarezerwować ani telefonicznie, ani za pośrednictwem Internetu. Pamiętajcie, aby od razu zakupić bilety powrotne.


3. „Migracyjne Karteczki”

Pokonując kolejne granice pomiędzy Polską, Białorusią, Ukrainą a Rosją wypełnia się (wystarczy arabskim alfabetem) specjalne Migracyjne karteczki. To ważne dokumenty, o których nie można zapominać i których nie wolno zgubić. Należy zachować je do samego końca podróży tak jak i pozostałe dokumenty. Warto też sprawdzać, czy na każdej granicy wbito nam do paszportów pieczątki potwierdzające wjazd i wyjazd.


4. Registracja w OWIR

Świadectwo o zameldowaniu, które należy zdobyć do 72 godzin od przyjazdu. Wydawane na określony czas, który trzeba z góry określić (najlepiej do wygaśnięcia wizy). Bez jego posiadania możemy mieć duże problemy podczas kontroli oraz przy wyjeździe z Rosji.

Registracji możemy dokonać w:

Nalczyku przy Prospekcie Lenina 67A.

Tyrnyauz w Dolinie Baksanu.

Można spróbować zameldować się rejestrując się w hotelu, przez biuro Kabalkalpinist albo nawet na poczcie, jak się dobrze zagada.

Należy mieć przygotowane paszporty (plus kserokopie), listę z nazwiskami uczestników wyprawy oraz karty emigracyjne.

Należy brać pod uwagę długi czas oczekiwania na załatwienie sprawy i konieczność zapłacenia łapówki. Pieczątka (dokument) jest niezbędna. Warto również trzymać wszystkie bilety kolejowe lub samolotowe, aby mieć dokument, kiedy się przyjechało w dany region. Najlepiej OWIR załatwiać jak najwcześniej, gdyż w Rosji różnie bywa.

Urzędowa opłata wynosi 100 rubli, ale jak każda w Rosji jest zmienna, dlatego my zapłaciliśmy po 200…


5. Przepustka do strefy nadgranicznej

Czyli tzw. „Propusk” – umożliwia poruszanie się w strefie przygranicznej (wszystkie doliny oraz szczyty w głównej linii Kaukazu). Nie jest on wymagany na Elbrusie.

Można go zdobyć w Oddziale Straży Granicznej w Nalczyku lub w biurze bazy wspinaczkowej Kabalkalpinist. Należy podać termin pobytu w Rosji, skład grupy z jej wybranym przewodnikiem, numery paszportów oraz to, gdzie chcemy się wspinać (najlepiej pisane cyrylicą).

Planując wyprawę do Doliny Bezingi oraz korzystając z usług biura Kabalkalpinist, możemy liczyć na płatny „firmowy” transport, ułatwiający kontrole (nie mieliśmy ani jednej). Cena transportu zależy od wielkości samochodu, która jest dopasowywana do liczby osób w grupie. Jadąc z 8 osobami zapłaciliśmy po 400 rubli.

Adresy:

Oddział Straży Granicznej w Nalczyku

Ul. Kabardinskaja 192

(biuro oficjalnie czynne 10: 00 – 13:00, ale udaje się również po południu).

Biuro Kabalkalpinist

Ul. Czajkowskiego 8

bez@kbsu.ru

Zezwolenie jest teoretycznie bezpłatnie i wydawane na konkretny okres.

.

Transport w Kabardyno Bałkarii

Ceny w Rosji kształtuje rzeczywistość, dlatego wszystkie dane, które podajemy należy traktować orientacyjnie, pamiętając, iż turystów obowiązują osobne stawki.

- Gazele (Marszrutki) – najpopularniejsza forma transportu

Przykładowe ceny

Piatigorsk – Mineralne Wody 250 rubli/os.

Mineralne Wody – Terskol 200 rubli/os.

Terskol – Mineralne Wody – 10$/os

- Elektriczka (lokalny pociąg)

Nalczyk – Mineralne Wody – 60 rubli/os

- Taksówki, autostop, prywatni przewoźnicy

To najdroższa forma transportu, z której radzimy korzystać tylko w wyjątkowych sytuacjach.

.

Noclegi

- Nalczyk

Polecamy usługi „hotelu” Alpinist. Znajduje się on w okolicy biura Kabalkalpinist w samym centrum miasta. Cena jednoosobowego pokoju wynosiła 700 rubli. Można pertraktować i wynająć go dla 2 osób.

- Azau/Terskol

Namiot – za darmo w lesie, bądź na polu namiotowym (ok. 100 rubli)

Prywatne kwatery – ceny są zróżnicowane (100 – 350 rubli)

Hotel – na miejscu znajduje się kilka hoteli, a ceny noclegów wahają się od 500 rubli i w górę.

- Elbrus

Wspinając się na górę, wariantem z Terskola można korzystać z opuszczonych chat, znajdujących się na trasie przejścia lub własnego namiotu. Po dotarciu do Priuta możemy skorzystać z noclegów u ratowników, w nowym schronisku lub z namiotu. Wyżej pozostaje już tylko namiot. Wybierając wariant z Azau, możemy spać kolejno w budynku kolejki Krugizor lub Mir  (na podłodze) lub w Beczkach (nie zawsze są wolne miejsca). Powyżej Beczek oba warianty pokrywają się.

- Dolina Bezingi

  • własny namiot – 100 rubli
  • namiot grupowy (obozowy) – 200 rubli
  • pokój w domku z łazienką – 450 rubli (rezerwacja / www.mountain.ru/bezengi)

.

Warianty wejścia na Elbrus

Z Azau – jest to najprostsza i najczęściej wybierana droga. Można ją pokonać wjeżdżając kolejką do samych Beczek (3800 m) lub pieszo podążając wzdłuż jej trasy. Po ewentualnym noclegu w Beczkach pozostaje trekking w kierunku Priuta (4100-4300m). (tą trasę stanowczo odradzamy)

Z Terskola – dłuższa i bardziej wymagająca. Zaczyna się powyżej centrum, po prawej stronie drogi, w okolicach czegoś na wzór stacji elektrycznej. Jedyna droga początkowo prowadzi nas serpentynami. Po kilkugodzinnej wędrówce docieramy do wodospadu, który zostawiamy po lewej stronie dochodząc do opuszczonej chaty a następnie do obserwatorium astronomicznego. Podążając dalej w górę i mijając obserwatorium dochodzimy do szerokiego płaskowyżu, na końcu którego znajduje się niewielkie wzniesienie, które należy pokonać. Dochodzimy do dawnej stacji Meteo, gdzie w „komfortowych” warunkach można spędzić noc. Następny etap to kolejne, tym razem duże wzniesienie, które pokonujemy tak, aby wyjść po jego lewej stronie (droga jest kamienista, niewyraźna i przysypana śniegiem, co może utrudnić orientację w terenie). Dochodzimy do pozostałości po Ice Campie (ewentualny nocleg) i stajemy na czole lodowca, po którego północno-zachodniej stronie znajduje się Priut.

Atak szczytowy – ważną kwestią przy zdobywaniu Elbrusa jest aklimatyzacja. Dobrym rozwiązaniem będzie trekking na Kyrtykausz (3223 m) lub popularny Czeget w Dolinie Garabaszi (3600 m). Początek trasy we wsi Czeget koło hotelu Cheget, 5 km przed Azau. Jednak w naszym przypadku trasa przebiegająca rzadziej uczęszczanym, „dzikim” szlakiem z Terskola już sama w sobie była bardzo dobrym sposobem na aklimatyzację. To w końcu kilka dni wędrówki podzielonej noclegami na różnych wysokościach. Idealna opcja, by sprawdzić swój organizm, przyzwyczaić się do wysokości i jednocześnie nie tracić czasu zmierzając bezpośrednio w kierunku Elbrusa.

Jeżeli podążamy trasą z Azau możemy być pewni, iż latem jest ona wyznaczona przez tyczki aż do samego szczytu po to, by omijać szczeliny. Zimą nie jest oznaczony ostatni stromy odcinek zaczynający się od Siodła.

Atak szczytowy dobrze rozpocząć w Priucie, poświęcając jeden nocleg na regenerację i, o ile pogoda dopisze, wyruszając w drugą noc. Można też zrobić ostatnią aklimatyzację do Skał Pastuchowa (4500 -4700 m). Tu również istnieje całkiem rozsądna opcja rozbicia namiotu i ataku szczytowego. Pamiętając o tym, iż pogoda na Kaukazie zmienia się bardzo szybko, dobrze jest być cierpliwym w oczekiwaniu na właściwy moment.

Wychodzimy w nocy, między godziną 24.00 a 2.00. Początkowa droga nie należy do trudnych. Przy idealnej, rozgwieżdżonym niebie i słabym wietrze, jedynie mróz daje się we znaki. Reszta to równomierne, choć mozolne podejście w śniegu. Około dwugodzinny wysiłek połączony z obserwacją tego, co stopniowo wyłania się spod osłony nocy – niebiański krajobraz gór Kaukazu.

Skalny korytarz wynosi nas na około 4300 m. Następnie kilkaset metrów podejścia prowadzi przez otwarte śnieżne pole (we mgle łatwo pobłądzić w szczeliny, więc trzeba trzymać się szlaku). Po prawej stronie pojawiają się skały (grupa wystających ze śniegu wielkich kamieni). To Skały Pastuchowa, po których następuje odcinek, gdzie można trafić na szczeliny a zimą dodatkowo na czarny lód (Lodowa Kraina).

Ponad Skałami Pastuchowa jeszcze przez jakiś czas idziemy prosto do góry, aż do trawersu, który skręcając w lewo prowadzi nas na siodło (przełęcz) łączące oba wierzchołki Elbrusa. Jest to długi i wąski odcinek, pokryty lodem i grubą warstwą śniegu, który przecina mocno nachyloną ścianę wschodniego wierzchołka Elbrusa. Sama ściana jest pokryta lodem i szczelinami, dlatego koniecznie idziemy w rakach, z czekanem  w pogotowiu, o kijach trekkingowych nie wspominając. Poruszanie się trawersem nie jest trudne, ale trzeba liczyć się z kilkoma potknięciami, zapadnięciem w głęboki śnieg i poślizgami. Kolejnym utrudnieniem na tym etapie, kwestią bardzo indywidualną (sen, predyspozycje psychofizyczne) jest wysokość. Ja pokonywałem ten odcinek bez większych problemów związanych z niedotlenieniem. Niestety Michał od dwóch trzecich trawersu zaczął odczuwać zawroty głowy. W takich chwilach zaczyna się prawdziwe zdobywanie góry.

Wspinając się należy regularnie i głęboko oddychać. Nie jest to łatwe i z pewnością kilkakrotnie „uda” nam się zgubić rytm. Mimowolny oddech jest zbyt płytki i powoduje zawroty głowy. Dodatkowo można wyznaczać sobie pewne cele, kilku lub kilkunastometrowe odcinki pomiędzy chorągiewkami. Każdy sposób jest dobry, byle nie zapominać o oddechu. Słuchać ciała, które w takich sytuacjach mówi bardzo głośno i wyraźnie. Aby uniknąć odwodnienia należy mieć ze sobą duży zapas płynów.

Po przejściu trawersem dochodzi się do Siodła (5416 m), gdzie można spokojnie odpocząć (podczas naszej wędrówki kilka osób z wielkim bólem leczyło tu odmrożenia, przykry widok), by wreszcie spróbować pokonać bardzo strome i wymagające, 300-metrowe podejście. Teren wznosi się, wiatr wieje bardzo mocno, trudniej oddycha się a przez to wszystko łatwiej stracić równowagę.

Po pokonaniu tego odcinka ukazuje się nam mały, niepozorny kopczyk. To szczyt Elbrusa (5642 m).

Ze szczytu najlepiej zacząć schodzić około południa, gdyż z reguły później następuje pogorszenie warunków pogodowych.

.

Odległości

w kilometrach

Mineralne Wody (lotnisko) – Piatigorsk:  28 km (17.3 mi)

Piatigorsk – Baksan:   74 km (46 mi)

Nalczik – Baksan:   26 km (16.2 mi)

Baksan – Tyrnyauz:   53 km (33 mi)

Tyrnyauz – Elbrus:   44 km (27.3 mi)

Elbrus – Terskol:   15 km (9.3 mi)

Terskol – Azau: 3.5 km (2.2 mi)

Terskol – Czeget: 1.5 km (0.9 mi)

„z kopyta”

Cheget – Terskol – 1900 m

Terskol – Azau – 3400 m

Kolejka “Azau” -  kolejka “Krugizor” – 2200 m

Kolejka “Krugizor” – kolejka “Mir” – 2400 m

Kolejka “Mir” – “Garabashi” (Beczki) – 1000 m

Kolejka “Garabashi” – Prijut-11 (Chata Diesel) – 1500 m

Prijut-11 – szczyt Skał Pastuchowa – 2200 m

Szczyt Skał Pastuchowa – Trawers – 900 m

Trawers – Siodło – 1400 m

Siodło – Szczyt – 1200 m


Chwała na wysokościach

Beczki – górna stacja kolejki – 3800 m

Priut – 4050 m

Skały Pastuchowa – od 4500 do 4700 m

siodło – 5416 m

Szczyt – 5642 m

.

Wyżywienie

Większość artykułów spożywczych kupimy spokojnie na miejscu. Z Polski można wziąć czekolady, liofilizaty, które przydadzą się na czarną godzinę lub na dzień przed i po ataku szczytowym, kiedy brakuje sił na kuchcenie. Dodatkowo witaminy (najlepiej w formie musujący kapsułek do rozpuszczania w wodzie), jakieś środki przeciw biegunce (wyciąg z dziurawca lub tabletki) i tabletki uzdatniające wodę.

W Nalczyku czy choćby w Terskolu spokojnie zaopatrzymy się w jedzenie na ostateczną wyprawę. Jeżeli wybierzecie się trasą z Terskola weźcie pod uwagę brak możliwości zakupienia czegokolwiek aż do powrotu. W Priucie mogą jeść tylko goście i takie też było nasze rozczarowanie, kiedy dotarliśmy tam po przeprawieniu się przez lodowiec. Ostatecznie, rozbiwszy wcześniej namiot w Priucie, można zjechać kolejkami i przejść się do sklepów w Terskolu, by uzupełnić zapasy. Ale to całodniowa wyprawa. Można też zjechać do stacji Mir, gdzie na pewno kupicie napoje, piwo i czekolady. Także tu, mniej więcej do godziny 14.00 zjecie kilka ciepłych potraw (na przykład naleśniki z serem i bitą śmietaną sztuk sześć; większa liczba grozi złym wrażeniem). Około godziny 14.00 przestaje działać wyciąg krzesełkowy z Mira do Beczek i pozostaje długi trekking do Priuta.

Jeżeli chodzi o restauracje czy bary to w Terskolu i Azau jest podobnie jak w Zakopanem. Wypowiadam się na podstawie czterech wizyt w zwykłych barach, gdzie za piwo i małą sałatkę grecką zapłaciłem około 150 rubli, za bochen chleba i dwie butelki wody mineralnej około 100 rubli, za sześć naleśników z piwem około 200. To samo za pizzę i piwo w tzw. włoskiej pizzerii w Nalczyku. Oczywiście można znaleźć tańsze miejsca (budki z hamburgerami, frytkami, plackami ziemniaczanymi czy innymi tłustymi specjałami) lub zapłacić mniej kupując samemu wszystkie produkty.

Jeżeli chodzi o bazę wspinaczkową w Dolinie Bezingi to na miejscu znajduje się magazyn, w którym można nabyć podstawowe produkty łącznie z jajkami, warzywami i słodyczami. Ceny nieco wyższe od przeciętnych. Ponadto jest bar, gdzie za 150-200 rubli można najeść się do syta lokalnych specjałów. Nie brakuje również wódeczki i wyśmienitej gruszkowej lemoniady (pić mocno schłodzoną). Jest także stołówka, gdzie można wykupić niedrogie posiłki.

Nie wnikając głęboko w szczegóły powiem, że ceny w sklepach spożywczych i supermarketach są porównywalne z naszymi, może nieznacznie niższe.


Koszty

W Polsce:

  • 680 zł – wszystkie wizy i 20-dniowe ubezpieczenie do Rosji
  • 900 zł – dwukierunkowe bilety kolejowe z Brześcia do Mineralnych
  • 250 zł – dwukierunkowe bilety kolejowe do i z Brześcia

W Rosji – ok. 600 zł łączny koszt pobytu (transport, noclegi, wyżywienie) w tym m.in.:

  • 700 rubli od osoby za nocleg w podstarzałym, robotniczym hotelu Alpinist (po negocjacjach we dwóch w jednoosobowym pokoju, bez wyżywienia) – łącznie cztery noclegi
  • 1000 rubli za pokój dla dwóch osób w hotelu o dobrym standardzie, bez wyżywienia

W sumie 2430 zł nie licząc jedzenia i sprzętu zakupionego przed wyprawą. Jeżeli chodzi o walutę to wystarczy wziąć dolary, które po korzystnym kursie można wymienić w kantorach w Nalczyku.


Sprzęt: ( są to jedynie nasze subiektywne odczucia oparte na własnych doświadczeniach)


Łeb

  • Polarowa bądź windstoperowa kominiarka (chroni przed zimnem i słońcem) lub czapka plus maska zakrywająca twarz
  • Opaska wielofunkcyjna (do założenia na szyję, głowę, usta, nos itd.)
  • Okulary słoneczne na lodowiec (filtr 4), okulary słoneczne zwykłe
  • Czołówka (zapas baterii)
  • Najmocniejszy krem UV

Cielsko

  • 2 koszulki termoaktywne (jedna gruba na atak)
  • Kurtka z membraną lub puchówka
  • Polar 200-300

Dupeczka – nóżki – stópki

  • Bielizna termoaktywna, dobre trekkingowi skarpety (najlepiej kilka par)
  • Kalesony termoaktywne
  • Zimowe spodnie trekkingowe z membraną
  • Letnie spodnie trekkingowe (bojówki lub wspinaczkowe), krótkie spodnie (bojówki) (w Dolinach i na niższych wysokościach latem jest naprawdę gorąco)
  • Dobre buty trekkingowe (klasy B/C lub C) (latem skorupy są niepotrzebnym obciążeniem na Elbrusie, porządny but na lodowiec z dobrą membraną sprawdzi się i w letnim trekkingu i podczas ataku szczytowego)
  • Lekkie buty sportowe lub tenisówki
  • Klapki/sandały

Łapki

  • Porządne, wodoodporne rękawice Goretexowe z rękawiczkami wewnętrznymi
  • Kijki, czekan (wystarczy turystyczny)

Rozmaitości:

  • Porządny plecak transportowy 75L + 15 (z trokami, kieszeniami, peleryną itd.)
  • Śpiwór (im cieplejszy tym lepszy należy jednak wziąć pod uwagę jego wielkość i nie popadać w skrajności) (najlepiej puchowy albo syntetyczny o podobnym komforcie)
  • Dobra karimata
  • Kartusz na osobę (445 gram) i palnik gazowy, zapalniczka
  • Lekka łopata śnieżna do budowania platformy
  • Menażka, przybornik, 1 kubek Alu., termos, ostry nóż i wielofunkcyjny scyzoryk
  • Worki wodoszczelne lub plastikowe na żywność, worki na śmieci
  • Dokumenty (kopia paszportu, wiz, ubezpieczenia i zaproszenia) i portfel turystyczny
  • Papier toaletowy, szare mydło (sprawdza się, jako szampon, płyn do mycia naczyń i jako mydło), szampon, (jeśli nie szare mydło), ręcznik szybko schnący, kosmetyczka, obcinaczka do paznokci, dmuchana turystyczna poduszka
  • Telefon z ładowarką i szczelnym pokrowcem, aparat
  • Apteczka (aspiryna, maść na oparzenia, maść na rozgrzanie mięśni, folia NRC, tabletki do uzdatniania wody, wyciąg z dziurawca, tabletki musujące, plastry)
  • Nici z igłą
  • Namiot wyprawowy, (czyli wszystko, co wyprawowy namiot w standardzie mieć powinien – wodoodporna podłoga i tropik, konstrukcja o dużej odporności na wiatr, aluminiowe stelaże, wywietrzniki itd.) i dodatkowe linki służące, jako odciągi.
  • Kawałek gumowej rurki (ułatwia czerpanie wody z trudno dostępnych strumieni górskich)

Ważne sprawy

  • W wagonie jest tylko jedna rolka papieru na całą podróż. Za prysznic służy umywalka w niewielkiej toalecie. Toaleta jest zamykana przed każdą większą stacją!
  • Ponieważ z innych relacji wynikało coś zupełnie odwrotnego warto zaznaczyć, iż pościel w pociągu relacji Mińsk – Mineralne Wody jest za darmo, tak jak i wrzątek. Poruszanie się między wagonami jest zabronione.
  • W pociągu można bez problemów naładować telefon komórkowy.
  • Zaraz po wyjściu z pociągu w Mineralnych Wodach zjawia się grupa taksówkarzy i właścicieli marszrutek. O tych pierwszych lepiej zapomnieć a z drugimi należy pertraktować. My dojechaliśmy do Piatigorska za ok. 200 rubli od osoby, skąd za 250 rubli od osoby zabrała nas wypełniona pasażerami Gazela. Marszrutki znajdują się przed dworcem kolejowym i lepiej jechać stamtąd niż „liczyć” na nachalnych kierowców. Jeżeli nie ma pośpiechu to warto skorzystać z bardzo taniego pociągu, który do Nalczyka dojeżdża za 60 rubli.
  • Po dotarciu na dworzec autobusowy w Nalczyku, stojąc przodem do głównego wejścia należy kierować się na wschód. Kierować się na prospekt Lenina – główną arterie miasta
  • W hotelu Alpinist można negocjować cenę wynajmując na przykład jedynkę na dwie osoby.
  • Jeżeli celem wyprawy jest tylko Elbrus to potrzebny nam wyłącznie OWIR, który można za opłatą załatwić na poczcie (w Terskolu) lub w hotelach. My jechaliśmy również do Bezingi i wszystko organizowaliśmy przez biuro Kabalkalpinist. Minusem takiego rozwiązania było długie oczekiwanie na papiery i konieczność zatrzymania się w Nalczyku.
  • Znajomość języka rosyjskiego ułatwia życie
  • Rosja to kraj, w którym dla uniknięcia niepotrzebnych „opłat” lepiej nie rzucać się w oczy. Milicja znajduje się niemal na każdym kroku, dlatego na przykład należy mądrze używać aparatu fotograficznego. Jeżeli dojdzie już do kontroli dobrze zachować spokój, być grzecznym, ale pozostawać sobą. Jeśli kłamać to z przekonaniem J Zapytani o to czy mamy butle gazowe odpowiedzieliśmy obrazu przecząco. To też działa.
  • Poruszając się po mieście nosimy ze sobą wszystkie ważne dokumenty.
  • Wielu kierowców to prawdziwi piraci szos. Potrafią ignorować sygnalizację świetlną przejeżdżając tuż przed nosem lub za plecami pieszego. Na skrzyżowaniach panuje dziki Wschód, toczy się walka o życie.
  • W jednej z restauracji kelnerka naliczyła sobie napiwek bez uprzedzenia. Nieświadomi tego obdarowaliśmy ją podwójnie.
  • Autostop w Rosji jest płatny.
  • Oficjalne kantory znajdują się przy lub w bankach.
  • Terminal autobusowy w Nalczyku, z którego dociera się pod Elbrus znajduje się, patrząc od strony terminalu, na który docieramy zaraz po przyjeździe z Mineralnych Wód, po drugiej stronie mostu na pierwszym większym skrzyżowaniu w prawo (po lewej pozłacana cerkiew) i do końca.
  • Przed rozpoczęciem wyprawy górskiej można zostawić zbędny ekwipunek u mieszkańców Terskola lub Azau.
  • W Terskolu lub Azau można rozbić się na dziko w lesie lub na polanie upewniwszy się wcześniej w pobliskim gospodarstwie.
  • Budując platformę w Prucie nie kopać jam śnieżnych ze względu na możliwe intensywne opady, które mogą zasypać cały namiot. Lepiej rozbić się pomiędzy kamieniami, które skutecznie ochronią nas przed wiatrem.

Codziennie, a już na pewno na kilka dni przed i w dniu wyprawy należy pić duże ilości wody.Warto  zachować spore zapasy wody i węglowodanów na atak szczytowy

z górskim pozdrowieniem

Łukasz Gieltowski
Michał Włoszczyk

10 thoughts on “Elbrus – informacje praktyczne

  1. Niesamowita ta Wasza wyprawa! Bardzo wciągająca.. i kto by pomyślał, że
    z Białego Dunajca trafię na Kaukaz :D Piękne zdjęcia, ciekawe filmiki i świetny tekst. Co jeszcze…? Powodzenia w Argentynie!

  2. Witaj Arku

    Przede wszystkim ze względów poznawczych. Ale są tez i inne powody:

    -Trasa wzdłuż wyciągu jest mozolna i nudna (okropnie)(wijące się serpentyny).
    -Trwają tam prace przy budowie trasy zjazdowej na Olimpiadę i non stop jeżdżą tamtędy ciężarówki.
    -Jest krótsza- więc mamy mniej czasu na solidną aklimatyzację
    -Jest krótsza więc idzie tamtędy większość ludzi (może być tłoczno)
    -Co za przyjemność iść pod jeżdżącymi nad głowami wagonikami kolejki…?

    Trasa z Terskola, choć bardziej wymagająca i zabierająca więcej czasu jest o wiele bardziej interesująca. Mijamy wodospad, obserwatorium astronomiczne, pozostałości stacji meteo, gdzie możemy odpocząć i wygodnie się przespać (na poddaszu). Cały czas towarzyszą nam także cudowne widoki na główną grań Kaukazu(a im wyżej tym piękniej!). Dłuższa trasa oferuje ponad to lepszą aklimatyzację (można ją rozłożyć na 2-3 dni), co może mieć decydujący wpływ podczas ataku szczytowego. I jeszcze jedna ważna sprawa- przy odrobinie szczęścia nie spotkacie na niej nikogo! co na tej Górze jest dużym wyczynem.

    Pozdrawiam

    Łukasz

  3. Hej,

    Dajcie proszę znać czy OVIR to:
    - jedno zaświadczenie (np. załatwiane w hotelu czy na poczcie) – czy to jest pieczątka w paszporcie, czy jakiś świstek
    - czy dwa (to wyżej + wizyta na milicji po pieczątkę w paszporcie)

    Czy może jedno ALBO drugie.

    Z góry dziękuję.

    Adam

  4. Witaj

    Dla nas OVIR załatwiało biuro Kabalkapinist(w Nalczyku) i w naszym wypadku miał on formę zwykłego dokumentu (pełnego pieczątek), gdzie oprócz naszych danych znajdowała się informacja o miejscu pobytu

    Przy składaniu wniosku o OVIR-u kserowaliśmy jedynie nasze paszporty, jednak nikt nie wbijał nam do nich żadnych pieczątek

    Z innych relacji wynika, iż załatwiając sprawę bezpośrednio w urzędzie Ovir-u (Nalczyk lub Tymyauz) również dostaje się jedynie dokument (bez żadnych pieczątek w paszporcie)

    pozdrawiam

    Łukasz

    • Dzięki,

      Czyli starczy, jak udam się na pocztę w Terskolu (bo tam jadę) i nabędę stosowny świstek. Nie muszę dobrowolnie udawać się na milicję.

      Na razie.

      Adam

      • Witaj

        Powinno starczyć. Tak robili nasi znajomi. (miejmy nadzieję że przez rok nic poważnego w tej kwestii się w Rosji nie zmieniło :)) Ewentualnie można spróbować na upartego w jakimś hotelu.(podobno też tak się da, ale może to być jednoznaczne z koniecznością zakwaterowania)

        Pamiętaj jednak, aby mieć przygotowane kopie dokumentów i listę uczestników wyprawy (ze wszystkimi danymi osobowymi) -napisaną cyrylicą

        To może ułatwić życie :)

        Życzę udanej wyprawy

        Pozdrawiam

        Łukasz

  5. Witam, w 2009 byłem samochodem na Kaukazie (Elbrus) i Krym. Wszystkie te tematy króre poruszacie można załatwić prościej. Chętnie służę informacją. Tel. 728-456-913

  6. Witam. Pozwólcie, że opiszę swój wyjazd a przy okazji dostarczę Wam informacji na temat meldunku i nie tylko. Na wstępie wspomnę, że jechaliśmy w lipcu 2009 roku we dwie osoby, ja i moja narzeczona Toyotą Corollą 97r. kombi z benzynowym silnikiem 1,6 . Pierwszego dnia wyjechaliśmy około 3 w nocy i jechaliśmy do 21 (około 18 godzin) bez przystanków. Na granicy PL-UA łącznie staliśmy godzinę. Dojechaliśmy w okolice Poltawy i spaliśmy w motelu przy drodze. Samochód zostawiliśmy na zamykanym podwórku motelu. Drugiego dnia wyjechaliśmy o 11 i na miejsce do miejscowości Elbrus dojechaliśmy o 8 rano (około 21 godzin) bez przystanków. Droga przez Ukrainę prowadziła przez Dorochuck, Kovel, Rivne, Kijów, Poltawę, Charków, Krasnyj Luch potem przejście UA-ROS i Nowoshakhtinsk, Rostov na Donu, Krasnodar. Jechaliśmy tylko i wyłącznie głównymi drogami (czerwonymi – pierwszej kategorii). Dobrze jest wyjechać w nocy tak aby na rano być na granicy PL-UA bo są najmniejsze kolejki. My jechaliśmy przez Dorochuck bo tam są zazwyczaj najmniejsze kolejki a poza tym prosta droga do Kijowa. Można jechać było przez Lwów ale słyszeliśmy, że zaczęli robić drogę na Euro i są utrudnienia w ruchu. Nie warto jest przed samą granicą PL-UA tankować ponieważ zaraz za granicą są stacje. Nie polecam tankować zaraz za bo podobno mają straszną kiłę, przejechać należy 20-30 km i spokojnie można tankować. Z tego co pamiętam to około 20km za granicą po lewo jest Lukoil. Jak wracaliśmy to tam tankowaliśmy. Przy przekraczaniu granicy PL-UA trzeba wypełnić śmieszną karteczkę. Nam pomogli inni Polacy którzy stali razem z nami w kolejce i przekraczali granicę nie pierwszy raz. Jako cel podróży wpiszcie TRANZYT. Pamiętajcie aby zachować ową karteczkę do kontroli (najlepiej włożyć ją do paszportu). Jak tylko przekroczycie granicę PL-UA to przy drodze mogą stać faceci którzy będą machać na Was żebyście zjechali na pobocze (wyglądają jak stacze przy płatnych parkingach). Nie zatrzymujcie się. Oni będą chcieli Wam wmówić i sprzedać ala bilet-winietę na poruszanie się po ukraińskich drogach. Kiedyś było trzeba to mieć ale od dobrych paru lat nie. Oni po prostu naciągają ludzi. Przy kontroli milicjant ani razu nie zażądał od nas owej winiety za to oglądał zieloną kartę. Jak będziecie przekraczać granicę UA-ROS to też będziecie musieli wypełnić śmieszne karteczki oraz mieć wizę + ubezpieczenie. Wizę i ubezpieczenie najtaniej załatwić jest szukając w Internecie biur podróży które pośredniczą w wyrabianiu takich wiz. Jak znajdziemy ileś tam biur niedaleko naszego miejsca zamieszkania (żeby nie przesyłać listownie ważnych dokumentów typu paszport bo mogą zaginąć) to dzwonimy i mówimy wprost gdzie chcemy jechać i pytamy ile zapłacimy za wszystkie formalności. Do wypełnienia karteczek na pewno przyda wam się słownik bo obcokrajowców którzy mogliby Wam pomóc to raczej w kolejce nie spotkacie. Karteczki trzeba również zachować do kontroli. Przypilnujcie aby celnik postawił Wam w paszporcie stempel przekroczenia granicy. To jest ważne ponieważ na powrocie możecie mieć problem. Na każdej granicy możecie mieć kontrolę bardziej szczegółową – czyli będziecie musieli zjechać na bok (czasami trzeba wjechać na kanał) i przyjdzie jeden lub dwóch delikwentów z psem i lusterkiem na kiju. Ale nie ma się czego bać. Jak otworzyłem bagażnik to nawet nie musiałem ani wyjąć jednej torby. Popatrzyli i poszli. Mogą też pytać o broń lub narkotyki. A że słowa te nie mają nic wspólnego z naszym językiem to ciężko będzie wam zrozumieć o co im chodzi. Paliwo tankowaliśmy prawie zawsze na Lukoilu. Wybraliśmy Lukoil ponieważ ceny miał umiarkowane a paliwo takie jak u nas. Uwaga – cena w dany dniu na każdym Lukoilu na terenie Ukrainy jest taka sama. Spalanie na dystansie około 6000 km wyszło nam 6,5 litra. Można również tankować na stacjach YKR-NAFTA (coś jak nasz Orlen). Też mają dobre paliwo i jeszcze tańsze niż Lukoil. Polecam tankowanie benzyny 92 oktany. Nie odczuliśmy pogorszenia parametrów jazdy, mało tego wyszło nam jeszcze niższe spalanie. W Europie zachodniej benzyna 91-92 oktany jest bardzo popularna i tańsza więc myślę, że nie ma czego się bać. Ogólnie stacji przy drodze jest bardzo dużo. W Rosji podobna sytuacja. Nie każda stacja jest czynna 24h. Mało na której stacji można płacić kartą lub umyć samochód na myjni automatycznej (tylko ręczne). Paliwo jest tańsze w Rosji niż na Ukrainie. W 2009 PB95 kosztowała 2,7-2,8 zł na UA a w ROS 2,2-2,3 zł. Uwaga – najpierw trzeba było zapłacić za paliwo a potem dopiero można było zatankować. Można oczywiście zapłacić więcej a jeśli paliwa tyle się nie zmieści kasjer w okienku zwróci nam resztę. Na UA i ROS potrzebna była zielona karta – uwaga – dokładnie trzeba sprawdzić czy na zielonej karcie figuruje Ukraina (UA) i Rosja (ROS) – nam ubezpieczyciel wystawił zieloną kartę i powiedział, że jest ważna również w Rosji ale chyba blankiet miał stary bo jak się później okazało na granicy UA-ROS celnik stwierdził że na karcie nie ma oznaczenia Rosji (ROS) i musi wypisać nam zieloną kartę i kosztowało to 60$. Jeśli celnik będzie wypisywał zieloną kartę to trzeba go przypilnować żeby dobrze wypełnił poszczególne rubryki i wpisał dane wszystkich kierowców którzy będą jechać samochodem. Co do jazdy nocą to nie ma czego się bać. Nie spotkaliśmy się z jakimiś nieoświetlonymi rowerzystami lub pijanymi pieszymi. Ogólnie rzecz biorąc obcokrajowiec na drodze na terenie UA czy ROS jest sam i ma szczęście jeśli raz na dzień spotka innego obcokrajowca. Ruch na drogach Ukrainy jest bardzo mały a w Rosji trochę większy ale nie taki jak u nas. Droga prowadzi cały czas na wprost. Mało kiedy jest jakiś zakręt. Niekiedy widać na jakiejś górce parę kilometrów na przód drogę prowadzącą prosto po horyzont. Jak mijaliśmy patrol milicji stojący z radarem to odnosiliśmy wrażenie że jesteśmy jak UFO – tak na nas patrzyli milicjanci i oglądali się za nami. My spotkaliśmy jednego polaka przez cały wyjazd który nas wyprzedził poza miastem (chyba mu się spieszyło) ale za chwilę stał już na poboczu przy wjeździe do wioski i „tłumaczył” się milicji z radarem czemu tak szybko jechał. Przed wyjazdem najlepiej zaopatrzyć się w $ i wymieniać je w kantorach w dużych miastach – zdecydowanie lepszy przelicznik niż w Polsce. Kantory bardzo często znajdują się w środku banku. Można również wypłacać pieniądze z bankomatu ale w tym przypadku przelicznik jest już dużo gorszy i trzeba pamiętać o prowizji w wysokości 10 zł przy każdej wypłacie. Oczywiście trochę Hrywien i Rubli też trzeba kupić przed wyjazdem aby mieć na paliwo i nocleg po drodze. Pokój dwuosobowy w motelu przy drodze w okolicach Poltawy kosztował około 100 Hr. Motele mija się średnio co 2-3 godziny. Warto mieć dobrą mapę papierową ponieważ każde większe miasto ma obwodnicę ale oznakowanie jest kiepskie i można zabłądzić. Warto mieć też GPS. Czasami tylko on nas zaprowadzi z powrotem (szczególnie w nocy kiedy w ogóle nie widać tablic informacyjnych – nie odbijają światła). Jakość dróg głównych – Ukraina – gorzej niż u nas (oprócz okolic Kijowa, trasy Kijów – Odessa oraz Lwów-Czop), Rosja – lepiej niż u nas z tym że na Ukrainie nie było dziur w jezdni tylko strasznie bujało samochodem – parę razy dobiliśmy amortyzator. Czym bliżej się jedzie pobocza tym bardziej buja. My jechaliśmy cały czas przy samej osi. Nie zapłaciliśmy ani jednego mandatu z nie naszej winy. Milicja zatrzymała nas 3 razy i ani razu nie chciała łapówki. Zapłaciliśmy łapówkę bo nie zatrzymaliśmy się przed stopem w Rosji. Oczywiście mogliśmy zapłacić mandat ale w tym wypadku milicjant zabiera nam dowód rejestracyjny, wypisuje tymczasowy dowód rejestracyjny oraz kwit (mandat) i mówi, że teraz trzeba jechać do banku zapłacić mandat i wrócić z potwierdzeniem do niego, pokazać potwierdzenie a on wyda nam z powrotem nasz dowód rejestracyjny. Więc jeśli jest dzień powszedni, odpowiednia godzina i bank jest blisko to można sobie na to pozwolić. Jeśli jednak jest noc lub sobota czy niedziela to zostaje czekać nam na otwarcie banku co najmniej do rana. Nasza rada – nie chcecie zapłacić mandatu na Ukrainie to jedzcie 60 w każdym najmniejszym miasteczku i koło 100 poza miastami (oprócz autostrad – 130). Milicja stoi bardzo często w małych wsiach z radarami na statywie. W Rosji natomiast milicja w ogóle nie stoi z radarami. Za to co około 50-100 km mają posterunki w szczerym polu czynne 24 h. Oświetlenie jak w dzień. Droga w tym miejscu się zwęża do jednego wąskiego pasa, po bokach są barierki i jest śpiący policjant. Przy śpiącym policjancie jest znak stop (CTOP – okrągły). Bezwzględnie trzeba się zatrzymać. My przejechaliśmy z prędkością 2 km/h i kosztowało nas to słono. Poza tym posterunki mieszczą się na środku wielkich rond – trzeba uważać bo ronda są nieoświetlone a milicjanta za bardzo nie widać. Ukraińcy lubią jeździć bez świateł nawet gdy jest już szarówka. W nocy na Ukrainie jak i w Rosji mają takie mocne światła mijania, że ciężko jest wytrzymać. Bardzo często można spotkać na drodze przy podjeździe pod górkę dodatkowy pas dla ciężarówek (bardzo dobry pomysł) i uwaga zakaz wyprzedzania dla zjeżdżających z górki. Spokojnie można kupować owoce od przydrożnych sprzedawców. Trzeba uważać w miastach na skrzyżowaniach ze światłami ponieważ nie widać zbyt dobrze sygnalizatorów a przez to skrzyżowań (wiszące na kablu poziomo nad drogą, przyczepione wysoko do latarni i zarośnięte drzewami, ogólnie za wysoko i w nienaturalnym dla nas miejscu z bardzo słabymi żarówkami). Na przekór temu w niektórych miastach przy sygnalizatorach dołączone są wyświetlacze pokazujące cyfrowo upływający czas w sekundach po którym zmieni się obecnie świecące światło na inne. Na miejscu zatrzymaliśmy się na polu namiotowym w miejscowości Elbrus (jak się potem okazało najlepszy wybór). Właściciel pola załatwił nam wszystkie formalności związane z meldunkiem itd. Wygląło to tak. Poszliśmy się zameldować na polu namiotowym. Powiedzieliśmy wprost że chcemy załatwić sobie meldunek. Zostawiliśmy paszporty na dwa dni, zapłaciliśmy za pole 100 rubli od osoby za dzień + 100 rubli za samochód + 100 rubli za formalności związane z meldunkiem od osoby. Przyszliśmy po dwóch dniach, odebraliśmy paszporty ze wsteplowanymi pozwoleniami i karteczką (meldunek). Na polu namiotowym w Elbrusie spotkaliśmy też Słowaków którzy przyjechali samochodem. Samochód na czas ataku szczytowego zostawiliśmy na terenie pola namiotowego które jest ogrodzone i zamykane na noc. Wszystko uzgodniliśmy z właścicielem i zapłaciliśmy za 7 dni postoju samochodu 300 rubli. Samochód stał między namiotami różnych nacji (w dużej mierze polskiej). Pole znajdowało się przy głównej drodze (trudno było nie trafić). Przy polu zatrzymywały się busy. Miały też tam postój. Zawsze rano czekały na turystów. Na terenie pola był bar w którym można było coś zjeść, napić się, naładować telefon oraz wymienić $ lub Euro na Ruble. Obok pola jest też hotel który jest własnością właściciela pola. Więc po zejściu z gór zawsze można jedną noc przespać się na wygodnym łóżku. Koszt około 1000 rubli za 2 osobowy pokój. Warunki ok. Bankomat był w wiosce powyżej. Był też tam sklep alpinistyczny w który między innymi były mapy Elbrusa. Jedzenie typu chleb, nabiał, wędlina, owoce można kupić w Elbrusie. Było parę sklepów. Aby wejść czy wjechać kolejką (najpierw gondola – dwa odcinki która wjeżdża na około 3500 m npm potem pojedyncze krzesełko które wjeżdża na około 3800 m npm – może być kolejka i przepychanki) pod Elbrus trzeba było mieć bilet wstępu. Bilet był ważny 1 miesiąc i kosztował 1000 rubli od osoby. Wyglądał jak paragon i był wystawiany bezimiennie. Więc można było go wykorzystywać wiele razy przez różne osoby. Jak przyjechaliśmy na pole to zaraz przeszliśmy się po polu i popytaliśmy czy ktoś nie ma odstąpić biletów. Kupiliśmy od polaków za połowę ceny. Jeśli nikt na polu nie będzie miał biletu to trzeba czekać na turystów którzy codziennie schodzą z góry. Bilet trzeba okazać pogranicznikom między 1 a 2 odcinkiem kolejki (gondoli). Tam zaczyna się park narodowy. Pogranicznik zapytał nas od kiedy jesteśmy na miejscu (na bilecie była data wystawienia więc wiedzieliśmy co mówić) i po co znowu idziemy na górę (powiedzieliśmy, że wcześniej byliśmy na górze żeby się zaaklimatyzować a teraz idziemy zaatakować szczyt). Na aklimatyzację można spokojnie wybrać Czeget. Parking jest u samego podnóża (jakiś taksówkarz do nas podszedł i powiedział, że parking jest płatny – zapłaciliśmy mu parę rubli dla świętego spokoju). Można wejść lub wjechać krzesełkiem podwójnym a potem pojedynczym. Resztę na nogach. Koszt wjazdu około 250 rubli od osoby. Widoki ze szczytu bardzo ładne. Przy dobrej pogodzie widać Elbrus. My dwa razy zdobywaliśmy Czeget zanim ruszyliśmy na Elbrus. Pod Elbrusem rozbiliśmy się na 4200 m koło byłego schroniska. To był błąd ponieważ przez pierwszą noc i następny cały dzień towarzyszyły nam bóle głowy, nudności, wymioty i biegunka. Po 24 godzinach wszystko minęło. Żeby była jasność – przygotowanie kondycyjne ja miałem świetne (365 dni w roku jeżdżę na rowerze i przejeżdżam około 10000 km) a moja żona mniejsze a mimo to dolegliwości mieliśmy podobne, mało tego na przełęczy pod Elbrusem moja żona czuła się znacznie lepiej niż ja (myślałem że usnę). Na górze w namiocie na śniegu warto podłożyć pod karimaty folie NRC. Bardzo pomaga. Co do karimat to zdecydowanie wziąłbym dmuchane. Na zwykłej tak ciągnie od spodu zimnem że zapewne żaden śpiwór nie pomoże. Smarowanie skóry samym mleczkiem nie wystarczy (nawet z filtrem 70). Najlepiej chodzić przed namiotem w cienkiej koszulce z długim rękawem i cienkich rękawiczkach. Ja miałem za krótkie rękawiczki i w związku z tym miałem odsłonięte 2 cm nadgarstka które potem mnie bolały od poparzenia. Obowiązkowo czapka z rondem. Ogólnie na 4200 kiedy świeci słońce to jest bardzo ciepło a że nie wieje to ciężko jest wytrzymać w namiocie. Co do dalszej aklimatyzacji na górze to my codziennie wybieraliśmy się na wycieczkę w stronę szczytu. Przy okazji poznawaliśmy lepiej drogę którą przyjdzie nam atakować szczyt. Jednego dnia doszliśmy do Skał Pastuchowa (około 4600 m npm). Do skał dojeżdżają wygodni turyści na wynajętych ratrakach które ruszają z około 3500 m npm (Beczki). Drugiego dnia udało nam się dojść na około 4900 m npm. Trzeciego dnia doszliśmy na około 5100 m npm. Jak będziecie atakować szczyt to pamiętacie, że pomimo niesamowitego zimna zaraz po wschodzie słońca można poparzyć sobie twarz łącznie z ustami nawet wtedy gdy idziemy zakosami a słońce będąc bardzo nisko operuje na naszej twarzy bardzo krótko i z przerwami. Dobrze wtedy założyć maskę. Droga powyżej 4600 m npm (Skały Pastuchowa) staje się na tyle stroma, że raczej nie da rady iść na wprost, tylko zakosami co spowalnia całą wyprawę i staje się nudne. Najgorsze jest to, że się idzie i idzie a nie za bardzo widać efektu. Cały czas góra jest w zasięgu wzroku ale nie zmienia swojej wielkości. We mgle pomagają nam kijki (od mopa) wbite w śnieg dość często. Po zejściu na sam dół przy dolnej stacji kolejki są busy i taksówki więc jest czym wrócić na pole. Wracając i przekraczać granicę ROS-UA też trzeba wypełnić śmieszne karteczki. Tym razem trzeba się zastanowić jaki cel podróży wpisać. My jechaliśmy przez Krym więc wpisaliśmy cel turystyczny. A to dlatego, że tego co pamiętam ma się 3 doby od wjazdu na Ukrainę na opuszczenie tego kraju jeśli wpisze się TRANZYT. Jeśli wpisze się turystyczny to zdecydowanie dłużej można przebywać na terenie Ukrainy. Nie polecamy krótszej drogi przez Kercz (przeprawa promowa). Lepiej jechać górą na około. My staliśmy na wjazd na prom 18 godzin. Kolejka miała jakieś 150 samochodów. Nie wiedzieliśmy ile samochodów wjeżdża na prom więc grzecznie czekaliśmy. Wiedzieliśmy, że prom kursuje średnio co 3 godziny. Jak się potem okazało na prom wjeżdża tylko 25 samochodów. A koszt przepłynięcia był taki, że opłacałoby się jechać na około i wyszło by na jedno. Najgorsze w tym wszystkim było to że staliśmy w kolejce w szczerym polu, morze z plażą było zaraz obok ale nie mogliśmy się wykąpać bo to strefa przygraniczna. Mało tego w nocy nie można się przespać bo kolejka co jakieś pół godziny się przesuwa i budzą cię ludzie z kolejki żebyś pojechał parę metrów do przodu. Dobre jest to że nikt przed ciebie się nie wciśnie jak zaśpisz. Na trasie można spokojnie i bez obaw stanąć i przespać się w nocy w samochodzie. Tyle tylko że trzeba zrobić to na czynnej stacji benzynowej. Jest bezpiecznie. Chciałbym nadmienić, że wszystkie negatywne rzeczy takie jak stan dróg, oświetlenie ulic, tablice informacyjne itd. nie mają miejsca w Kijowie. Tam to jest inny świat. Warszawa wysiada pod wieloma względami. Zdecydowanie polecam wszystkim formę podróży samochodem a nie pociąg. Jak przyjechaliśmy na polę w Elbrusie to spotkaliśmy na samym początku grupę polaków. Wtedy dowiedzieliśmy się że oni jechali 59 godzin pociągiem w temperaturze przekraczającej 50 stopni. Oni wydali 900 zł w jedną stronę od osoby a my 400 zł na paliwo łącznie w jedną stronę.

    • Witaj

      Dziękuję za obszerną relację z Twojej wyprawy. Twoje doświadczenia z pewnością będą cenne dla osób wybierających się na Kaukaz samochodem. Mnie osobiście jednak do takiej formy lokomocji nie przekonałeś i nadal uważam że podroż pociągiem jest o wiele wygodniejsza, a co najważniejsze bezpieczniejsza. Tak naprawdę cała droga trwa ok 45 h i można ją spędzić w naprawdę godnych warunkach – “kupiejne” wagony są teoretycznie klimatyzowane i o dziwo bardzo często klimatyzacja rzeczywiście działa :)

      pozdrawiam

      łg

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.