Epilog
Rankiem 9. VII rozpoczynamy ostatni etap naszej kaukaskiej przygody. Objuczeni bagażami ruszamy przez Nalczyk w kierunku miejscowego dworca kolejowego, skąd Elektriczką mamy udać się do Mineralnych Wód, a stamtąd dobrze już znanym pociągiem do Brześcia.
Przy wejściu na dworzec spotyka nas jednak niespodzianka. Dyżurujący milicjanci zatrzymują nas do rutynowej kontroli. Skąd jesteśmy, dokąd jedziemy, co robiliśmy, co mamy w plecakach…. Obowiązkowe oględziny wszystkich możliwych dokumentów i pozwoleń. W końcu jesteśmy wolni, ale przez chwilę zrobiło nam się gorąco.
Przy kasach kolejki, jednak dowiadujemy się, iż na połączenia obsługiwane przez Elektriczki bilety kupuje się na miejscu u konduktora. Zasiadamy na dworcowych ławach i czekamy. Nalczyk żegna nas upalnym słońcem.
Po godzinie jesteśmy już w pociągu. Znajdujemy miejsca i na dobre opuszczamy stolicę Kabardyno-Bałkarii. Jedziemy wolno, zatrzymując się chyba na wszystkich możliwych stacjach, jednak za tą cenę, nie możemy na nic narzekać.
Wczesnym popołudniem meldujemy się w Mineralnych Wodach. Przed nami 4 godziny czekania na następny pociąg. Nauczeni doświadczeniem nie wchodzimy w ogóle na dworzec i nie chcąc rzucać się w oczy kręcącym się mundurowym siadamy na ławkach przed głównym budynkiem. Jemy, pijemy, czekamy. Robimy ostatnie zakupy i obserwujemy lokalną społeczność. Pociągi w Rosji to ciągle bardzo popularny środek lokomocji z którego korzystają prawdziwe rzesze ludzi.
W końcu przyjeżdża upragniony pociąg. Odnajdujemy nasz wagon i ku naszemu zdziwieniu odkrywamy, że będziemy podróżować z tym samym prowadnikiem co 3 tygodnie temu. Wygodnie rozkładamy się w przedziale. Równo o 19:17 ruszamy w drogę, zostawiając Kaukaz za plecami. Czterdzieści sześć godzin żelaznej odysei przed nami.
***
Podróż powrotna mija szybko i bardzo spokojnie. Żyjemy w cyklach, odmierzanych kolejnymi kontrolami granicznymi, które na zmianę wypełniają nam rozmowy, jedzenie i spacery po wagonie. Emocje czekają nas jednak w Brześciu, gdzie meldujemy się rankiem 11 lipca. Niestety dotarcie stąd do Terespola okazuje się trudniejsze niż przypuszczaliśmy. Oba miasta obsługuje tylko jeden pociąg osobowy, który niestety już odjechał, a następny jest dopiero wieczorem. Zdesperowani decydujemy się na międzynarodowy pociąg relacji Moskwa-Berlin i za kilkukilometrowy odcinek płacimy ponad 10 euro ! Na koniec odprawa graniczna i ostatnia rozmowa z białoruskimi celnikami. W końcu odjeżdżamy, by po kilku minutach przekroczyć granicę i zameldować się na stacji w Terespolu. Radość.
W refleksyjno- zadumanym nastroju zmierzamy do Katowic. To już koniec naszej wspaniałej kaukaskiej przygody.
Teraz czas na porządkowanie wspomnień i marzenia o następnej wyprawie…
***