Dzień 20 (08.VII)
Nastał dzień wyjazdu.
Wstajemy wcześnie rano, pakujemy się, zwijamy namiot i zmierzamy na umówione miejsce, skąd ma nas odebrać znajomy kierowca z biura Kabalkalpinist w Nalczyku. Będziemy wracać z kilkuosobową grupą Białorusinów, co znacznie obniży koszty transportu (koszt transportu z Nalczyka do bazy, jak i z bazy do Nalczyka jest ściśle uzależniony od ilości podróżujących osób, zatem im więcej współpasażerów, tym mniej zapłacimy za transport)
Ruszamy około godziny 11. Niestety jest upalnie, co znacznie uprzykrza naszą podróż.
.
niezapomniany profil naszego kierowcy (by M.Włoszczyk)
.
Wracając ponownie zatrzymujemy się w wojskowej zonie. Grzecznie wysiadamy z Łazika i poddajemy się kontroli dokumentów. Po 30 minutach znowu jesteśmy w samochodzie i ruszamy w dalszą drogę.
.
klasyka lokalnego “tjuningu” (by M.Włoszczyk)
.
W stolicy meldujemy się około godziny 14 i pierwszym miejscem do którego się udajemy jest dobrze nam znany hotel Alpinist, gdzie na początku wyprawy spędziliśmy kilka dni, czekając na niezbędne dokumenty. Tutaj ponownie udaje się nam wynegocjować jednoosobowy pokój, co pozwala nam zaoszczędzić kilkaset rubli.
Popołudniu sprawdzamy po raz drugi pociąg, którym jutro udamy się do Mineralnych Wód („Elektriczki” – czyli lokalne podmiejskie pociągi to najtańszy środek transportu). Niestety z nieznanych nam powodów kasa jest zamknięta i nie udaje się nam kupić biletów.
Na koniec ostatni spacer po mieście, zakupy i pizza w dobrze już znanym lokalu. Wieczorem wracamy do pokoju i długo rozmawiamy o wszystkim co udało nam się przeżyć przez ostatnie trzy tygodnie.
.

