Dzień 19 (07.VII)
Szczęście nam sprzyja. Rano po raz kolejny wita nas piękna, słoneczna pogoda.
Jeszcze wczoraj Michał podjął decyzję o pozostaniu dzisiejszego dnia w bazie, ja zaś samotnie wybieram się na trekking w górę lodowca Mirzigi.
.
(by Ł.Gieltowski)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
Nie spiesząc się opuszczam obóz, pokonuję chwiejny, wiszący mostek i powoli wspinam się do góry. Droga jest o wiele przyjemniejsza, niż ta z Bezingi, łagodnie wznosi się trawiastym grzbietem po lewej stronie lodowca. Poprzecinana licznym strumieniami, wiedzie wśród licznych wodospadów i polan, przywodząc na myśl alpejskie doliny.
.
wodospad (by Ł Gieltowski)
.
w drodze pod ścianę (by Ł.Gieltowski)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
Po kilku godzinach marszu postanawiam odpocząć. Z radością podziwiam majestatyczne ściany Masywu Północnego, które co jakiś czas ukazują się zza otulających je chmur.
.
wędrowcy (by Ł.Gieltowski)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
autoportret pseudoromantyczny (by Ł.Gieltowski)
.
Pomimo późnej godziny słońce świeci naprawdę mocno. Niestety muszę wracać do bazy. Czas płynie nieubłaganie.
Wracając napotykam poważne kłopoty przekraczając wezbrany strumień, co ostatecznie kończy się skąpaniem w lodowej kipieli. Resztę drogi pokonuje z chlupiącym butem i mokrymi spodniami. Dobrze, że jest ciepło….
Wieczorem melduję się w obozie. Kolacja, prysznic a potem długie rozmowy. Po raz 10 oglądamy te same zdjęcia i śmiejemy się z tych samych filmów…. zawsze z tą samą radością.