Dzień 18 (06.VII)
Biwak na kamieniach nie należał do najprzyjemniejszych. Jednak atmosfera tego miejsca z nawiązką wynagradza wszystkie niewygody i to my ostatecznie okazujemy się dłużnikami.
.
(by Ł.Gieltowski)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
Rano, niepewni pogody ze strachem otwieramy namiot, jednak naszym oczom ukazuje się upragniony widok. Mur Bezingi góruje nad nami w całej okazałości. Pionowe, lodowe ściany wyrastające ponad 2500 metrów nad dnem doliny robią ogromne wrażenie. Widok jest naprawdę majestatyczny.
.
niepewność poranka (by M.Włoszczyk)
.
Nasza wyprawa niestety powoli zmierza ku końcowi. Świadomi mijającego czasu leniwie przygotowujemy śniadanie, a następnie zwijamy nasz obóz. Spakowani ruszamy w kierunku ściany.
.
(by M.Włoszczyk)
.
Idziemy wolno. Samotnie delektujemy się widokami i ostatnimi chwilami spędzonymi pod kaukaskim niebem. Robimy zdjęcia, Michał zawzięcie kręci filmy. Świeci nam słońce.
.
(by Ł.Gieltowski)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
w leju po bombie (by Ł.Gieltowski)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
Po godzinie czasu docieramy na wielki lodowy kopiec kamieni, który już rano upatrzyliśmy sobie, jako cel naszej wędrówki, rezygnując tym samy z dotarcia do austriackiego biwaku, jak pierwotnie planowaliśmy. Przed nami lodowiec załamuje się w obliczu ściany i skręca ostro w lewą stronę. Tym samym kończą się kamienie, pojawiają seraki i naprawdę duże szczeliny.
.
w stronę Swanna (by Ł.Gieltowski)
.
Podziwiamy mur i delektujemy się surowym majestatem lodowych kolosów.
.
*** (by M.Włoszczyk)
.
Comfortably Numb (by M.Włoszczyk)
.
(by Ł.Gieltowski)
.
Po kilkudziesięciu minutach słonecznej siesty zaczynamy wracać w kierunku bazy. Tym razem idziemy szybko, a każdy nadaje sobie własne tempo w wyniku czego rozdzielamy się i samotnie pokonujemy lodowiec (co było dużym błędem i brakiem wzajemnej odpowiedzialności). W wyniku obrania różnych tras spotykamy się dopiero w okolicach bazy.
Lądujemy w bufecie. Zamawiamy jedzenie i oddajemy się obżarstwu, zapijając wszystko wyjątkowo smacznym i kultowym, gazowanym napojem gruszkowym. Następnie ponowne rozbicie namiotu, prysznic i obserwowanie górskiej mikrospołeczności. Cały wieczór pada deszcz.
.

Rewelacja! Już dzisiaj wiem, że za jakiś czas wykorzystamy wasze doświadczenia i relację.