Napisane przez: LG | 7 Styczeń 2010

Elbrus – informacje praktyczne

Dokumenty


1. Wiza i ubezpieczenie

Istnieją wyspecjalizowane biura turystyczne, które załatwiają oba dokumenty. Można oczywiście postarać się o dużo bardziej atrakcyjne ubezpieczenie w powołanych do tego firmach. Korzystając z usług krakowskiej firmy Aina Travel (http://www.aina.pl/ofirmie.html) ubiegaliśmy się o wizę tranzytową przez Białoruś (dwukrotną – tam i z powrotem) i 30-dniową do Rosji. Zapłaciliśmy 680 zł za obie wizy z podstawowym 20-dniowym ubezpieczeniem. W trakcie organizowania wizy warto utrzymywać stały kontakt z firmą i na bieżąco kontrolować załatwianie naszej sprawy (wysyłka dokumentów, zgodność danych itd.). Podstawą do wydania wizy jest voucher, będący rodzajem zaproszenia, wystawianego na nasze nazwisko przez podmiot rosyjski (np. hotel, osoba prywatna, uczelnia wyższa). Biuro, które nie wysyła nam vouchera, należy poprosić o jego kopię, która może być pomocna w razie jakiejkolwiek kontroli.


2. Bilety

Skorzystaliśmy z transportu kolejowego, a schemat podróży przedstawiał się następująco:

  • Katowice – Warszawa – pociąg Intercity (cena ok. 100 zł; http://rozklad-pkp.pl)
  • Warszawa – Brześć – pociąg relacji Berlin-Moskwa (bilet kupujemy w Polsce, natomiast miejscówkę u kierownika pociągu – cena jest improwizowana ok. 10 $ czyli witamy w Rosji)
  • Brześć – Mińsk – Mineralne Wody – cena za bilet „kupiejny” w jedną stronę 351 BYR (94 EUR).

W kierunku Mineralnych Wód z Brześcia odjeżdża tylko jeden wagon sypialny, który w Mińsku jest doczepiany do reszty składu. W stolicy Białorusi mamy 4-godzinny postój.

Zaletą podróży kolejowej w porównaniu z samolotem, czy nawet samochodem jest cena, komfort (bilet kupiejny – odpowiednik polskich kuszetek, ewentualnie mniej komfortowa „płackarta” – spanie w zbiorowej sypialni na kółkach) bezpieczeństwo oraz to, co dzieje się w pociągu i za oknem. W zależności od wyobraźni i potrzeby kontakt z ludźmi na całej trasie wydaje się nieograniczony.

Każdy wagon ma swojego kierownika, tzw. „prowadnika”, który nie tylko dba o zapas wrzątku na herbatę, ale pilnuje porządku i formalności (w razie potrzeby jest w stanie pomóc wypełnić migracyjne karteczki).

Wadą takiego podróżowania są przesiadki i czas, jaki spędza się w podróży (ok. 46 godzin). Po drodze mijamy kraje wschodnie, zatem trzeba liczyć się z kontrolami na granicach i spotykaniem ludzi o różnym usposobieniu. Jest to mimo wszystko biedniejsza część Europy, region o charakterystycznej sytuacji gospodarczej i społecznej. Ludzie nie są tu przyzwyczajeni do zachodniego sposobu bycia. Lepiej nie wychodzić przed szereg i mieć otwarte oczy a przy okazji zaoszczędzić sobie niepotrzebnych łapówek. Nie wnikając w szczegóły pamiętajmy, że jesteśmy podróżnikami i obcymi, którzy powinni przygotować się na wszystko. My nie mieliśmy żadnych problemów, a taki wariant podróżowania był dla nas dodatkowym urozmaiceniem.

Bilety najlepiej kupić z wyprzedzeniem (ok. miesiąca wcześniej). Trzeba pamiętać, że pociąg do Mineralnych Wód jeździ co 4 dni. Przyjeżdżając nawet na dzień przed planowanym odjazdem może być ciężko z kupnem biletów. Kupując bilety skorzystaliśmy z życzliwości dziewczyny mieszkającej w Brześciu, która zdobyła je dla nas. Pomocny w tej kwestii może być serwis społecznościowy dla podróżników http://www.couchsurfing.org/. Niestety biletów nie można zarezerwować ani telefonicznie, ani za pośrednictwem Internetu. Pamiętajcie, aby od razu zakupić bilety powrotne.


3. „Migracyjne Karteczki”

Pokonując kolejne granice pomiędzy Polską, Białorusią, Ukrainą a Rosją wypełnia się (wystarczy arabskim alfabetem) specjalne Migracyjne karteczki. To ważne dokumenty, o których nie można zapominać i których nie wolno zgubić. Należy zachować je do samego końca podróży tak jak i pozostałe dokumenty. Warto też sprawdzać, czy na każdej granicy wbito nam do paszportów pieczątki potwierdzające wjazd i wyjazd.


4. Registracja w OWIR

Świadectwo o zameldowaniu, które należy zdobyć do 72 godzin od przyjazdu. Wydawane na określony czas, który trzeba z góry określić (najlepiej do wygaśnięcia wizy). Bez jego posiadania możemy mieć duże problemy podczas kontroli oraz przy wyjeździe z Rosji.

Registracji możemy dokonać w:

Nalczyku przy Prospekcie Lenina 67A.

Tyrnyauz w Dolinie Baksanu.

Można spróbować zameldować się rejestrując się w hotelu, przez biuro Kabalkalpinist albo nawet na poczcie, jak się dobrze zagada.

Należy mieć przygotowane paszporty (plus kserokopie), listę z nazwiskami uczestników wyprawy oraz karty emigracyjne.

Należy brać pod uwagę długi czas oczekiwania na załatwienie sprawy i konieczność zapłacenia łapówki. Pieczątka (dokument) jest niezbędna. Warto również trzymać wszystkie bilety kolejowe lub samolotowe, aby mieć dokument, kiedy się przyjechało w dany region. Najlepiej OWIR załatwiać jak najwcześniej, gdyż w Rosji różnie bywa.

Urzędowa opłata wynosi 100 rubli, ale jak każda w Rosji jest zmienna, dlatego my zapłaciliśmy po 200…


5. Przepustka do strefy nadgranicznej

Czyli tzw. „Propusk” – umożliwia poruszanie się w strefie przygranicznej (wszystkie doliny oraz szczyty w głównej linii Kaukazu). Nie jest on wymagany na Elbrusie.

Można go zdobyć w Oddziale Straży Granicznej w Nalczyku lub w biurze bazy wspinaczkowej Kabalkalpinist. Należy podać termin pobytu w Rosji, skład grupy z jej wybranym przewodnikiem, numery paszportów oraz to, gdzie chcemy się wspinać (najlepiej pisane cyrylicą).

Planując wyprawę do Doliny Bezingi oraz korzystając z usług biura Kabalkalpinist, możemy liczyć na płatny „firmowy” transport, ułatwiający kontrole (nie mieliśmy ani jednej). Cena transportu zależy od wielkości samochodu, która jest dopasowywana do liczby osób w grupie. Jadąc z 8 osobami zapłaciliśmy po 400 rubli.

Adresy:

Oddział Straży Granicznej w Nalczyku

Ul. Kabardinskaja 192

(biuro oficjalnie czynne 10: 00 – 13:00, ale udaje się również po południu).

Biuro Kabalkalpinist

Ul. Czajkowskiego 8

bez@kbsu.ru

Zezwolenie jest teoretycznie bezpłatnie i wydawane na konkretny okres.

.

Transport w Kabardyno Bałkarii

Ceny w Rosji kształtuje rzeczywistość, dlatego wszystkie dane, które podajemy należy traktować orientacyjnie, pamiętając, iż turystów obowiązują osobne stawki.

- Gazele (Marszrutki) – najpopularniejsza forma transportu

Przykładowe ceny

Piatigorsk – Mineralne Wody 250 rubli/os.

Mineralne Wody – Terskol 200 rubli/os.

Terskol – Mineralne Wody – 10$/os

- Elektriczka (lokalny pociąg)

Nalczyk – Mineralne Wody – 60 rubli/os

- Taksówki, autostop, prywatni przewoźnicy

To najdroższa forma transportu, z której radzimy korzystać tylko w wyjątkowych sytuacjach.

.

Noclegi

- Nalczyk

Polecamy usługi „hotelu” Alpinist. Znajduje się on w okolicy biura Kabalkalpinist w samym centrum miasta. Cena jednoosobowego pokoju wynosiła 700 rubli. Można pertraktować i wynająć go dla 2 osób.

- Azau/Terskol

Namiot – za darmo w lesie, bądź na polu namiotowym (ok. 100 rubli)

Prywatne kwatery – ceny są zróżnicowane (100 – 350 rubli)

Hotel – na miejscu znajduje się kilka hoteli, a ceny noclegów wahają się od 500 rubli i w górę.

- Elbrus

Wspinając się na górę, wariantem z Terskola można korzystać z opuszczonych chat, znajdujących się na trasie przejścia lub własnego namiotu. Po dotarciu do Priuta możemy skorzystać z noclegów u ratowników, w nowym schronisku lub z namiotu. Wyżej pozostaje już tylko namiot. Wybierając wariant z Azau, możemy spać kolejno w budynku kolejki Krugizor lub Mir  (na podłodze) lub w Beczkach (nie zawsze są wolne miejsca). Powyżej Beczek oba warianty pokrywają się.

- Dolina Bezingi

  • własny namiot – 100 rubli
  • namiot grupowy (obozowy) – 200 rubli
  • pokój w domku z łazienką – 450 rubli (rezerwacja / www.mountain.ru/bezengi)

.

Warianty wejścia na Elbrus

Z Azau – jest to najprostsza i najczęściej wybierana droga. Można ją pokonać wjeżdżając kolejką do samych Beczek (3800 m) lub pieszo podążając wzdłuż jej trasy. Po ewentualnym noclegu w Beczkach pozostaje trekking w kierunku Priuta (4100-4300m). (tą trasę stanowczo odradzamy)

Z Terskola – dłuższa i bardziej wymagająca. Zaczyna się powyżej centrum, po prawej stronie drogi, w okolicach czegoś na wzór stacji elektrycznej. Jedyna droga początkowo prowadzi nas serpentynami. Po kilkugodzinnej wędrówce docieramy do wodospadu, który zostawiamy po lewej stronie dochodząc do opuszczonej chaty a następnie do obserwatorium astronomicznego. Podążając dalej w górę i mijając obserwatorium dochodzimy do szerokiego płaskowyżu, na końcu którego znajduje się niewielkie wzniesienie, które należy pokonać. Dochodzimy do dawnej stacji Meteo, gdzie w „komfortowych” warunkach można spędzić noc. Następny etap to kolejne, tym razem duże wzniesienie, które pokonujemy tak, aby wyjść po jego lewej stronie (droga jest kamienista, niewyraźna i przysypana śniegiem, co może utrudnić orientację w terenie). Dochodzimy do pozostałości po Ice Campie (ewentualny nocleg) i stajemy na czole lodowca, po którego północno-zachodniej stronie znajduje się Priut.

Atak szczytowy – ważną kwestią przy zdobywaniu Elbrusa jest aklimatyzacja. Dobrym rozwiązaniem będzie trekking na Kyrtykausz (3223 m) lub popularny Czeget w Dolinie Garabaszi (3600 m). Początek trasy we wsi Czeget koło hotelu Cheget, 5 km przed Azau. Jednak w naszym przypadku trasa przebiegająca rzadziej uczęszczanym, „dzikim” szlakiem z Terskola już sama w sobie była bardzo dobrym sposobem na aklimatyzację. To w końcu kilka dni wędrówki podzielonej noclegami na różnych wysokościach. Idealna opcja, by sprawdzić swój organizm, przyzwyczaić się do wysokości i jednocześnie nie tracić czasu zmierzając bezpośrednio w kierunku Elbrusa.

Jeżeli podążamy trasą z Azau możemy być pewni, iż latem jest ona wyznaczona przez tyczki aż do samego szczytu po to, by omijać szczeliny. Zimą nie jest oznaczony ostatni stromy odcinek zaczynający się od Siodła.

Atak szczytowy dobrze rozpocząć w Priucie, poświęcając jeden nocleg na regenerację i, o ile pogoda dopisze, wyruszając w drugą noc. Można też zrobić ostatnią aklimatyzację do Skał Pastuchowa (4500 -4700 m). Tu również istnieje całkiem rozsądna opcja rozbicia namiotu i ataku szczytowego. Pamiętając o tym, iż pogoda na Kaukazie zmienia się bardzo szybko, dobrze jest być cierpliwym w oczekiwaniu na właściwy moment.

Wychodzimy w nocy, między godziną 24.00 a 2.00. Początkowa droga nie należy do trudnych. Przy idealnej, rozgwieżdżonym niebie i słabym wietrze, jedynie mróz daje się we znaki. Reszta to równomierne, choć mozolne podejście w śniegu. Około dwugodzinny wysiłek połączony z obserwacją tego, co stopniowo wyłania się spod osłony nocy – niebiański krajobraz gór Kaukazu.

Skalny korytarz wynosi nas na około 4300 m. Następnie kilkaset metrów podejścia prowadzi przez otwarte śnieżne pole (we mgle łatwo pobłądzić w szczeliny, więc trzeba trzymać się szlaku). Po prawej stronie pojawiają się skały (grupa wystających ze śniegu wielkich kamieni). To Skały Pastuchowa, po których następuje odcinek, gdzie można trafić na szczeliny a zimą dodatkowo na czarny lód (Lodowa Kraina).

Ponad Skałami Pastuchowa jeszcze przez jakiś czas idziemy prosto do góry, aż do trawersu, który skręcając w lewo prowadzi nas na siodło (przełęcz) łączące oba wierzchołki Elbrusa. Jest to długi i wąski odcinek, pokryty lodem i grubą warstwą śniegu, który przecina mocno nachyloną ścianę wschodniego wierzchołka Elbrusa. Sama ściana jest pokryta lodem i szczelinami, dlatego koniecznie idziemy w rakach, z czekanem  w pogotowiu, o kijach trekkingowych nie wspominając. Poruszanie się trawersem nie jest trudne, ale trzeba liczyć się z kilkoma potknięciami, zapadnięciem w głęboki śnieg i poślizgami. Kolejnym utrudnieniem na tym etapie, kwestią bardzo indywidualną (sen, predyspozycje psychofizyczne) jest wysokość. Ja pokonywałem ten odcinek bez większych problemów związanych z niedotlenieniem. Niestety Michał od dwóch trzecich trawersu zaczął odczuwać zawroty głowy. W takich chwilach zaczyna się prawdziwe zdobywanie góry.

Wspinając się należy regularnie i głęboko oddychać. Nie jest to łatwe i z pewnością kilkakrotnie „uda” nam się zgubić rytm. Mimowolny oddech jest zbyt płytki i powoduje zawroty głowy. Dodatkowo można wyznaczać sobie pewne cele, kilku lub kilkunastometrowe odcinki pomiędzy chorągiewkami. Każdy sposób jest dobry, byle nie zapominać o oddechu. Słuchać ciała, które w takich sytuacjach mówi bardzo głośno i wyraźnie. Aby uniknąć odwodnienia należy mieć ze sobą duży zapas płynów.

Po przejściu trawersem dochodzi się do Siodła (5416 m), gdzie można spokojnie odpocząć (podczas naszej wędrówki kilka osób z wielkim bólem leczyło tu odmrożenia, przykry widok), by wreszcie spróbować pokonać bardzo strome i wymagające, 300-metrowe podejście. Teren wznosi się, wiatr wieje bardzo mocno, trudniej oddycha się a przez to wszystko łatwiej stracić równowagę.

Po pokonaniu tego odcinka ukazuje się nam mały, niepozorny kopczyk. To szczyt Elbrusa (5642 m).

Ze szczytu najlepiej zacząć schodzić około południa, gdyż z reguły później następuje pogorszenie warunków pogodowych.

.

Odległości

w kilometrach

Mineralne Wody (lotnisko) – Piatigorsk:  28 km (17.3 mi)

Piatigorsk – Baksan:   74 km (46 mi)

Nalczik – Baksan:   26 km (16.2 mi)

Baksan – Tyrnyauz:   53 km (33 mi)

Tyrnyauz – Elbrus:   44 km (27.3 mi)

Elbrus – Terskol:   15 km (9.3 mi)

Terskol – Azau: 3.5 km (2.2 mi)

Terskol – Czeget: 1.5 km (0.9 mi)

„z kopyta”

Cheget – Terskol – 1900 m

Terskol – Azau – 3400 m

Kolejka „Azau” -  kolejka „Krugizor” – 2200 m

Kolejka „Krugizor” – kolejka „Mir” – 2400 m

Kolejka „Mir” – „Garabashi” (Beczki) – 1000 m

Kolejka „Garabashi” – Prijut-11 (Chata Diesel) – 1500 m

Prijut-11 – szczyt Skał Pastuchowa – 2200 m

Szczyt Skał Pastuchowa – Trawers – 900 m

Trawers – Siodło – 1400 m

Siodło – Szczyt – 1200 m


Chwała na wysokościach

Beczki – górna stacja kolejki – 3800 m

Priut – 4050 m

Skały Pastuchowa – od 4500 do 4700 m

siodło – 5416 m

Szczyt – 5642 m

.

Wyżywienie

Większość artykułów spożywczych kupimy spokojnie na miejscu. Z Polski można wziąć czekolady, liofilizaty, które przydadzą się na czarną godzinę lub na dzień przed i po ataku szczytowym, kiedy brakuje sił na kuchcenie. Dodatkowo witaminy (najlepiej w formie musujący kapsułek do rozpuszczania w wodzie), jakieś środki przeciw biegunce (wyciąg z dziurawca lub tabletki) i tabletki uzdatniające wodę.

W Nalczyku czy choćby w Terskolu spokojnie zaopatrzymy się w jedzenie na ostateczną wyprawę. Jeżeli wybierzecie się trasą z Terskola weźcie pod uwagę brak możliwości zakupienia czegokolwiek aż do powrotu. W Priucie mogą jeść tylko goście i takie też było nasze rozczarowanie, kiedy dotarliśmy tam po przeprawieniu się przez lodowiec. Ostatecznie, rozbiwszy wcześniej namiot w Priucie, można zjechać kolejkami i przejść się do sklepów w Terskolu, by uzupełnić zapasy. Ale to całodniowa wyprawa. Można też zjechać do stacji Mir, gdzie na pewno kupicie napoje, piwo i czekolady. Także tu, mniej więcej do godziny 14.00 zjecie kilka ciepłych potraw (na przykład naleśniki z serem i bitą śmietaną sztuk sześć; większa liczba grozi złym wrażeniem). Około godziny 14.00 przestaje działać wyciąg krzesełkowy z Mira do Beczek i pozostaje długi trekking do Priuta.

Jeżeli chodzi o restauracje czy bary to w Terskolu i Azau jest podobnie jak w Zakopanem. Wypowiadam się na podstawie czterech wizyt w zwykłych barach, gdzie za piwo i małą sałatkę grecką zapłaciłem około 150 rubli, za bochen chleba i dwie butelki wody mineralnej około 100 rubli, za sześć naleśników z piwem około 200. To samo za pizzę i piwo w tzw. włoskiej pizzerii w Nalczyku. Oczywiście można znaleźć tańsze miejsca (budki z hamburgerami, frytkami, plackami ziemniaczanymi czy innymi tłustymi specjałami) lub zapłacić mniej kupując samemu wszystkie produkty.

Jeżeli chodzi o bazę wspinaczkową w Dolinie Bezingi to na miejscu znajduje się magazyn, w którym można nabyć podstawowe produkty łącznie z jajkami, warzywami i słodyczami. Ceny nieco wyższe od przeciętnych. Ponadto jest bar, gdzie za 150-200 rubli można najeść się do syta lokalnych specjałów. Nie brakuje również wódeczki i wyśmienitej gruszkowej lemoniady (pić mocno schłodzoną). Jest także stołówka, gdzie można wykupić niedrogie posiłki.

Nie wnikając głęboko w szczegóły powiem, że ceny w sklepach spożywczych i supermarketach są porównywalne z naszymi, może nieznacznie niższe.


Koszty

W Polsce:

  • 680 zł – wszystkie wizy i 20-dniowe ubezpieczenie do Rosji
  • 900 zł – dwukierunkowe bilety kolejowe z Brześcia do Mineralnych
  • 250 zł – dwukierunkowe bilety kolejowe do i z Brześcia

W Rosji – ok. 600 zł łączny koszt pobytu (transport, noclegi, wyżywienie) w tym m.in.:

  • 700 rubli od osoby za nocleg w podstarzałym, robotniczym hotelu Alpinist (po negocjacjach we dwóch w jednoosobowym pokoju, bez wyżywienia) – łącznie cztery noclegi
  • 1000 rubli za pokój dla dwóch osób w hotelu o dobrym standardzie, bez wyżywienia

W sumie 2430 zł nie licząc jedzenia i sprzętu zakupionego przed wyprawą. Jeżeli chodzi o walutę to wystarczy wziąć dolary, które po korzystnym kursie można wymienić w kantorach w Nalczyku.


Sprzęt: ( są to jedynie nasze subiektywne odczucia oparte na własnych doświadczeniach)


Łeb

  • Polarowa bądź windstoperowa kominiarka (chroni przed zimnem i słońcem) lub czapka plus maska zakrywająca twarz
  • Opaska wielofunkcyjna (do założenia na szyję, głowę, usta, nos itd.)
  • Okulary słoneczne na lodowiec (filtr 4), okulary słoneczne zwykłe
  • Czołówka (zapas baterii)
  • Najmocniejszy krem UV

Cielsko

  • 2 koszulki termoaktywne (jedna gruba na atak)
  • Kurtka z membraną lub puchówka
  • Polar 200-300

Dupeczka – nóżki – stópki

  • Bielizna termoaktywna, dobre trekkingowi skarpety (najlepiej kilka par)
  • Kalesony termoaktywne
  • Zimowe spodnie trekkingowe z membraną
  • Letnie spodnie trekkingowe (bojówki lub wspinaczkowe), krótkie spodnie (bojówki) (w Dolinach i na niższych wysokościach latem jest naprawdę gorąco)
  • Dobre buty trekkingowe (klasy B/C lub C) (latem skorupy są niepotrzebnym obciążeniem na Elbrusie, porządny but na lodowiec z dobrą membraną sprawdzi się i w letnim trekkingu i podczas ataku szczytowego)
  • Lekkie buty sportowe lub tenisówki
  • Klapki/sandały

Łapki

  • Porządne, wodoodporne rękawice Goretexowe z rękawiczkami wewnętrznymi
  • Kijki, czekan (wystarczy turystyczny)

Rozmaitości:

  • Porządny plecak transportowy 75L + 15 (z trokami, kieszeniami, peleryną itd.)
  • Śpiwór (im cieplejszy tym lepszy należy jednak wziąć pod uwagę jego wielkość i nie popadać w skrajności) (najlepiej puchowy albo syntetyczny o podobnym komforcie)
  • Dobra karimata
  • Kartusz na osobę (445 gram) i palnik gazowy, zapalniczka
  • Lekka łopata śnieżna do budowania platformy
  • Menażka, przybornik, 1 kubek Alu., termos, ostry nóż i wielofunkcyjny scyzoryk
  • Worki wodoszczelne lub plastikowe na żywność, worki na śmieci
  • Dokumenty (kopia paszportu, wiz, ubezpieczenia i zaproszenia) i portfel turystyczny
  • Papier toaletowy, szare mydło (sprawdza się, jako szampon, płyn do mycia naczyń i jako mydło), szampon, (jeśli nie szare mydło), ręcznik szybko schnący, kosmetyczka, obcinaczka do paznokci, dmuchana turystyczna poduszka
  • Telefon z ładowarką i szczelnym pokrowcem, aparat
  • Apteczka (aspiryna, maść na oparzenia, maść na rozgrzanie mięśni, folia NRC, tabletki do uzdatniania wody, wyciąg z dziurawca, tabletki musujące, plastry)
  • Nici z igłą
  • Namiot wyprawowy, (czyli wszystko, co wyprawowy namiot w standardzie mieć powinien – wodoodporna podłoga i tropik, konstrukcja o dużej odporności na wiatr, aluminiowe stelaże, wywietrzniki itd.) i dodatkowe linki służące, jako odciągi.
  • Kawałek gumowej rurki (ułatwia czerpanie wody z trudno dostępnych strumieni górskich)

Ważne sprawy

  • W wagonie jest tylko jedna rolka papieru na całą podróż. Za prysznic służy umywalka w niewielkiej toalecie. Toaleta jest zamykana przed każdą większą stacją!
  • Ponieważ z innych relacji wynikało coś zupełnie odwrotnego warto zaznaczyć, iż pościel w pociągu relacji Mińsk – Mineralne Wody jest za darmo, tak jak i wrzątek. Poruszanie się między wagonami jest zabronione.
  • W pociągu można bez problemów naładować telefon komórkowy.
  • Zaraz po wyjściu z pociągu w Mineralnych Wodach zjawia się grupa taksówkarzy i właścicieli marszrutek. O tych pierwszych lepiej zapomnieć a z drugimi należy pertraktować. My dojechaliśmy do Piatigorska za ok. 200 rubli od osoby, skąd za 250 rubli od osoby zabrała nas wypełniona pasażerami Gazela. Marszrutki znajdują się przed dworcem kolejowym i lepiej jechać stamtąd niż „liczyć” na nachalnych kierowców. Jeżeli nie ma pośpiechu to warto skorzystać z bardzo taniego pociągu, który do Nalczyka dojeżdża za 60 rubli.
  • Po dotarciu na dworzec autobusowy w Nalczyku, stojąc przodem do głównego wejścia należy kierować się na wschód. Kierować się na prospekt Lenina – główną arterie miasta
  • W hotelu Alpinist można negocjować cenę wynajmując na przykład jedynkę na dwie osoby.
  • Jeżeli celem wyprawy jest tylko Elbrus to potrzebny nam wyłącznie OWIR, który można za opłatą załatwić na poczcie (w Terskolu) lub w hotelach. My jechaliśmy również do Bezingi i wszystko organizowaliśmy przez biuro Kabalkalpinist. Minusem takiego rozwiązania było długie oczekiwanie na papiery i konieczność zatrzymania się w Nalczyku.
  • Znajomość języka rosyjskiego ułatwia życie
  • Rosja to kraj, w którym dla uniknięcia niepotrzebnych „opłat” lepiej nie rzucać się w oczy. Milicja znajduje się niemal na każdym kroku, dlatego na przykład należy mądrze używać aparatu fotograficznego. Jeżeli dojdzie już do kontroli dobrze zachować spokój, być grzecznym, ale pozostawać sobą. Jeśli kłamać to z przekonaniem J Zapytani o to czy mamy butle gazowe odpowiedzieliśmy obrazu przecząco. To też działa.
  • Poruszając się po mieście nosimy ze sobą wszystkie ważne dokumenty.
  • Wielu kierowców to prawdziwi piraci szos. Potrafią ignorować sygnalizację świetlną przejeżdżając tuż przed nosem lub za plecami pieszego. Na skrzyżowaniach panuje dziki Wschód, toczy się walka o życie.
  • W jednej z restauracji kelnerka naliczyła sobie napiwek bez uprzedzenia. Nieświadomi tego obdarowaliśmy ją podwójnie.
  • Autostop w Rosji jest płatny.
  • Oficjalne kantory znajdują się przy lub w bankach.
  • Terminal autobusowy w Nalczyku, z którego dociera się pod Elbrus znajduje się, patrząc od strony terminalu, na który docieramy zaraz po przyjeździe z Mineralnych Wód, po drugiej stronie mostu na pierwszym większym skrzyżowaniu w prawo (po lewej pozłacana cerkiew) i do końca.
  • Przed rozpoczęciem wyprawy górskiej można zostawić zbędny ekwipunek u mieszkańców Terskola lub Azau.
  • W Terskolu lub Azau można rozbić się na dziko w lesie lub na polanie upewniwszy się wcześniej w pobliskim gospodarstwie.
  • Budując platformę w Prucie nie kopać jam śnieżnych ze względu na możliwe intensywne opady, które mogą zasypać cały namiot. Lepiej rozbić się pomiędzy kamieniami, które skutecznie ochronią nas przed wiatrem.

Codziennie, a już na pewno na kilka dni przed i w dniu wyprawy należy pić duże ilości wody.Warto  zachować spore zapasy wody i węglowodanów na atak szczytowy

z górskim pozdrowieniem

Łukasz Gieltowski
Michał Włoszczyk

Napisane przez: LG | 17 Grudzień 2009

Epilog

Rankiem 9. VII rozpoczynamy ostatni etap naszej kaukaskiej przygody. Objuczeni bagażami ruszamy przez Nalczyk w kierunku miejscowego dworca kolejowego, skąd Elektriczką mamy udać się do Mineralnych Wód, a stamtąd dobrze już znanym pociągiem do Brześcia.

Przy wejściu na dworzec spotyka nas jednak niespodzianka. Dyżurujący milicjanci zatrzymują nas do rutynowej kontroli. Skąd jesteśmy, dokąd jedziemy, co robiliśmy, co mamy w plecakach…. Obowiązkowe oględziny wszystkich możliwych dokumentów i pozwoleń. W końcu jesteśmy wolni, ale przez chwilę zrobiło nam się gorąco.

Przy kasach kolejki, jednak dowiadujemy się, iż na połączenia obsługiwane przez Elektriczki bilety kupuje się na miejscu u konduktora. Zasiadamy na dworcowych ławach i czekamy. Nalczyk żegna nas upalnym słońcem.

Po godzinie jesteśmy już w pociągu. Znajdujemy miejsca i na dobre opuszczamy stolicę Kabardyno-Bałkarii. Jedziemy wolno, zatrzymując się chyba na wszystkich możliwych stacjach, jednak za tą cenę, nie możemy na nic narzekać.

Wczesnym popołudniem meldujemy się w Mineralnych Wodach. Przed nami 4 godziny czekania na następny pociąg. Nauczeni doświadczeniem nie wchodzimy w ogóle na dworzec i nie chcąc rzucać się w oczy kręcącym się  mundurowym siadamy na ławkach przed głównym budynkiem. Jemy, pijemy, czekamy. Robimy ostatnie zakupy i obserwujemy lokalną społeczność. Pociągi w Rosji to ciągle bardzo popularny środek lokomocji z którego korzystają prawdziwe rzesze ludzi.

W końcu przyjeżdża upragniony pociąg. Odnajdujemy nasz wagon i ku naszemu zdziwieniu odkrywamy, że będziemy podróżować z tym samym prowadnikiem co 3 tygodnie temu. Wygodnie rozkładamy się w przedziale. Równo o 19:17 ruszamy w drogę, zostawiając Kaukaz za plecami. Czterdzieści sześć godzin żelaznej odysei przed nami.

***

Podróż powrotna mija szybko i bardzo spokojnie. Żyjemy w cyklach, odmierzanych kolejnymi kontrolami granicznymi, które na zmianę wypełniają nam rozmowy, jedzenie i spacery po wagonie. Emocje czekają nas jednak w Brześciu, gdzie meldujemy się rankiem 11 lipca. Niestety dotarcie stąd do Terespola okazuje się trudniejsze niż przypuszczaliśmy. Oba miasta obsługuje tylko jeden pociąg osobowy, który niestety już odjechał, a następny jest dopiero wieczorem. Zdesperowani decydujemy się na międzynarodowy pociąg relacji Moskwa-Berlin i za kilkukilometrowy odcinek płacimy ponad 10 euro ! Na koniec odprawa graniczna i ostatnia rozmowa z białoruskimi celnikami. W końcu odjeżdżamy, by po kilku minutach przekroczyć granicę i zameldować się na stacji w Terespolu. Radość.

W refleksyjno- zadumanym nastroju zmierzamy do Katowic. To już koniec naszej wspaniałej kaukaskiej przygody.

Teraz czas na porządkowanie wspomnień i marzenia o następnej wyprawie…

***


Napisane przez: LG | 7 Grudzień 2009

Dolina Bezingi -video-


.

montaż i reżyseria M.Włoszczyk

Napisane przez: LG | 3 Grudzień 2009

Dzień 20 (08.VII)

Nastał dzień wyjazdu.

Wstajemy wcześnie rano, pakujemy się, zwijamy namiot  i zmierzamy na umówione miejsce, skąd ma nas odebrać znajomy kierowca z biura Kabalkalpinist w Nalczyku. Będziemy wracać z kilkuosobową grupą Białorusinów, co znacznie obniży koszty transportu (koszt transportu z Nalczyka do bazy, jak i z bazy do Nalczyka jest ściśle uzależniony od ilości podróżujących osób, zatem im więcej współpasażerów, tym mniej zapłacimy za transport)

Ruszamy około godziny 11. Niestety jest upalnie, co znacznie uprzykrza naszą podróż.

.

niezapomniany profil naszego kierowcy (by M.Włoszczyk)

.

Wracając ponownie zatrzymujemy się w wojskowej zonie. Grzecznie wysiadamy z Łazika i poddajemy się kontroli dokumentów. Po 30 minutach znowu jesteśmy w samochodzie i ruszamy w dalszą drogę.

.

klasyka lokalnego „tjuningu” (by M.Włoszczyk)

.

W stolicy meldujemy się około godziny 14 i pierwszym miejscem do którego się udajemy jest dobrze nam znany hotel Alpinist, gdzie na początku wyprawy spędziliśmy kilka dni, czekając na niezbędne dokumenty. Tutaj ponownie udaje się nam wynegocjować jednoosobowy pokój, co pozwala nam zaoszczędzić kilkaset rubli.

Popołudniu sprawdzamy po raz drugi pociąg, którym jutro udamy się do Mineralnych Wód („Elektriczki” – czyli lokalne podmiejskie pociągi to najtańszy środek transportu). Niestety z nieznanych nam powodów kasa jest zamknięta i nie udaje się nam kupić biletów.

Na koniec ostatni spacer po mieście, zakupy i pizza w dobrze już znanym lokalu. Wieczorem wracamy do pokoju i długo rozmawiamy o wszystkim co udało nam się przeżyć przez ostatnie trzy tygodnie.

.

.


Napisane przez: LG | 24 Listopad 2009

Dzień 19 (07.VII)

Szczęście nam sprzyja. Rano po raz kolejny wita nas piękna, słoneczna pogoda.

Jeszcze wczoraj Michał podjął decyzję o pozostaniu dzisiejszego dnia w bazie, ja zaś samotnie wybieram się na trekking w górę lodowca Mirzigi.

.(by Ł.Gieltowski)

.

(by Ł.Gieltowski)
.

Nie spiesząc się opuszczam obóz, pokonuję chwiejny, wiszący mostek i powoli wspinam się do góry. Droga jest o wiele przyjemniejsza, niż ta z Bezingi, łagodnie wznosi się trawiastym grzbietem po lewej stronie lodowca. Poprzecinana licznym strumieniami, wiedzie wśród licznych wodospadów i polan, przywodząc na myśl alpejskie doliny.

.

wodospad (by Ł Gieltowski)

.

w drodze pod ścianę (by Ł.Gieltowski)

.

(by Ł.Gieltowski)

.

Po kilku godzinach marszu postanawiam odpocząć. Z radością podziwiam majestatyczne ściany Masywu Północnego, które co jakiś czas ukazują się zza otulających je chmur.

.

wędrowcy (by Ł.Gieltowski)

.

(by Ł.Gieltowski)

.

autoportret pseudoromantyczny (by Ł.Gieltowski)

.

Pomimo późnej godziny słońce świeci naprawdę mocno. Niestety muszę wracać do bazy. Czas płynie nieubłaganie.

Wracając napotykam poważne kłopoty przekraczając wezbrany strumień, co ostatecznie kończy się skąpaniem w lodowej kipieli. Resztę drogi pokonuje z chlupiącym butem i mokrymi spodniami. Dobrze, że jest ciepło….

Wieczorem melduję się w obozie. Kolacja, prysznic a potem długie rozmowy. Po raz 10 oglądamy te same zdjęcia i śmiejemy się z tych samych filmów…. zawsze z tą samą radością.


Napisane przez: LG | 15 Listopad 2009

Dzień 18 (06.VII)

Biwak na kamieniach nie należał do najprzyjemniejszych. Jednak atmosfera tego miejsca z nawiązką wynagradza wszystkie niewygody i to my ostatecznie okazujemy się dłużnikami.

.

*(by Ł.Gieltowski)

.

"(by Ł.Gieltowski)

.

Rano, niepewni pogody ze strachem otwieramy namiot, jednak naszym oczom ukazuje się upragniony widok. Mur Bezingi góruje nad nami w całej okazałości. Pionowe, lodowe ściany wyrastające ponad 2500 metrów nad dnem doliny robią ogromne wrażenie. Widok jest naprawdę majestatyczny.

.

niepewność porankaniepewność poranka (by M.Włoszczyk)

.

Nasza wyprawa niestety powoli zmierza ku końcowi. Świadomi mijającego czasu leniwie przygotowujemy śniadanie, a następnie zwijamy nasz obóz. Spakowani ruszamy w kierunku ściany.

.

(by M.Włoszczyk)

.

Idziemy wolno. Samotnie delektujemy się widokami i ostatnimi chwilami spędzonymi pod kaukaskim niebem. Robimy zdjęcia, Michał zawzięcie kręci filmy. Świeci nam słońce.

.

czary mary(by Ł.Gieltowski)

.

(by Ł.Gieltowski)

.

(by Ł.Gieltowski)

.

w leju po bombiew leju po bombie (by Ł.Gieltowski)

.

(by Ł.Gieltowski)

.

Po godzinie czasu docieramy na wielki lodowy kopiec kamieni, który już rano upatrzyliśmy sobie, jako cel naszej wędrówki, rezygnując tym samy z dotarcia do austriackiego biwaku, jak pierwotnie planowaliśmy. Przed nami lodowiec załamuje się w obliczu ściany i skręca ostro w lewą stronę. Tym samym kończą się kamienie, pojawiają seraki i naprawdę duże szczeliny.

.

w stronę Swannaw stronę Swanna (by Ł.Gieltowski)

.

Podziwiamy mur i delektujemy się surowym majestatem lodowych kolosów.

.

****** (by M.Włoszczyk)

.

Comfortably NumbComfortably Numb (by M.Włoszczyk)

.

(by Ł.Gieltowski)

.

Po kilkudziesięciu minutach słonecznej siesty zaczynamy wracać w kierunku bazy. Tym razem idziemy szybko, a każdy nadaje sobie własne tempo w wyniku czego rozdzielamy się i samotnie pokonujemy lodowiec (co było dużym błędem i brakiem wzajemnej odpowiedzialności). W wyniku obrania różnych tras spotykamy się dopiero w okolicach bazy.

Lądujemy w bufecie. Zamawiamy jedzenie i oddajemy się obżarstwu, zapijając wszystko wyjątkowo smacznym i kultowym, gazowanym napojem gruszkowym. Następnie ponowne rozbicie namiotu, prysznic i obserwowanie górskiej mikrospołeczności. Cały wieczór pada deszcz.

.

***(by M.Włoszczyk)
Napisane przez: LG | 9 Listopad 2009

Dzień 17 (05.VII) – videos -

rzut oka na bazę…

początek drogi

zwiad…

Napisane przez: LG | 1 Listopad 2009

Dzień 17 (05.VII)

Od samego początku naszej wyprawy Dolina Bezingi, była dla mnie jej nieodłącznym elementem, niemniej ważnym niż samo zdobycie Elbrusa. Jej przydomek „Małe Himalaje” od dawna hipnotyzował i nie dawał spokoju. W końcu nie wszędzie można zobaczyć ogromne lodowe ściany mające ponad 2500 metrów…

Baza alpinistyczna w Dolinie Bezingi działa już 50 lat (od 1959 r.) i jest położona na wysokości ok. 2200 m.n.p.m w miejscu, gdzie swój koniec mają dwa lodowce, będące celem naszej wyprawy. Pierwszy to lodowiec Bezingi – Ułłucziran, mający długość 12 km i będący najdłuższym lodowcem w Europie, drugi zaś to lodowiec Kundium – Mizirgi, otoczony przez słynny Masyw Północny, który tworzą min. Kosztan-Tau, Mizirgi, Pik Puszkina, Dych-Tau Wschodni i Dych-Tau Główny.

.

alpałagrbaza w Dolinie Bezingi (by Ł.Gieltowski)

.

Za cel naszego pierwszego trekkingu wybraliśmy Dolinę Bezingi z jej majestatycznym Murem, który z „obozowej” perspektywy przypomina wielką, śnieżną kurtynę, zamykającą dolinę od południa.

Budzi nas słońce. Powoli wychodzę z namiotu i doznaję chwilowego szoku. Dopiero teraz, przy bezchmurnym niebie, widać ogrom i piękno miejsca w którym się znaleźliśmy.

.

mizirgiwidok w kierunku lodowca Mizirgi (by Ł.Gieltowski)

.

mur bezingilodowa kurtyna czyli Mur Bezingi na horyzoncie (by Ł.Gieltowski)

.

Po kilku minutach proza życia zwycięża. Pora pomyśleć o śniadaniu. W tym celu udajemy się do obozowego magazynu na konieczne zakupy oraz zaopatrzenie na dzisiejszą wyprawę.

Przyrządzenie oraz zjedzenie ogromnej jajecznicy, zwinięcie namiotu i przygotowanie do drogi zajmuje nam sporo czasu (dużo za dużo) dlatego  w drogę wyruszamy dopiero w okolicach południa. Przed nami lodowiec i wielka kurtyna na horyzoncie.

.

*(by M.Włoszczyk)

.

Wyruszamy kierując się na lewą stronę lodowca. Mijamy kilka pojedynczych drzew i odnajdujemy wąską piaszczysta ścieżkę, która powoli pnie się w kierunku czoła lodowca. Idziemy wolnym krokiem, często zatrzymując się i robiąc zdjęcia. Okolica jest niezwykła.

.

*w stronę lodowca (by Ł.Gieltowski)

.

**lodowiec Bezingi (by Ł.Gieltowski)

.

***Michał (byŁ.Gieltowski)

.

*****Dolina Bezingi to najróżniejsze formy skalne (by M.Włoszczyk)

.

*****przykład działalności lodowca (by Ł.Gieltowski)

.

Wraz z pokonywanymi kilometrami droga stawia przed nami coraz większe wymagania. Wspinamy się po kamieniach, kluczymy wśród wielkich szczelin lodowca i staramy się odnaleźć coraz mniej wyraźną trasę. Po kilku godzinach jesteśmy jednak zmuszeni do wejścia na główną morenę lodowca. Nie idziemy jednak bezpośrednio po śniegu, gdyż prawie w całości pokrywają go niezwykle ostre kamienie najróżniejszej wielkości, co w znacznym stopniu uprzykrza naszą wędrówkę.

.

#widok w kierunku bazy (by Ł.Gieltowski)

.

#widok w kierunku Majestatu (by Ł.Gieltowski)

.

#***(by M.Włoszczyk)

.

Po kilku godzinach zaczynamy tonąć w chmurach, całkowicie tracąc Mur z naszych oczu. Biorąc pod uwagę stale pogarszające się warunki atmosferyczne i wolne tempo marszu, osiągnięcie w dniu dzisiejszym „austriackiego biwaku”, w którym mięliśmy nocować staje się niemożliwe. Późnym popołudniem decydujemy się na postój i rozbijamy namiot na środku lodowca.

.

Michał(by Ł.Gieltowski)

.

**^ (by M.Włoszczyk)

.

Dookoła panuje kompletna pustka i spokój. Nie ma z nami nikogo i nikogo tez nie spotkaliśmy przez cały dzień.

Przed wieczornym chłodem chowamy się do namiotu. Czas mija nam na rozmowach i przyrządzaniu jedzenia, po którym każdy z nas próbuje znaleźć sobie najwygodniejszą pozycję, co leżąc na ostrych i nierównych kamieniach okazuje się niezwykle trudnym zadaniem.

A potem już tylko noc i nasłuchiwanie stale wędrującego lodowca.

Napisane przez: LG | 27 Październik 2009

Dzień 16 (04.VII)

Wstajemy punktualnie, jemy śniadanie, pakujemy się i bez żalu opuszczamy niezwykle gościnny hotel. Teraz jak najszybciej musimy dostać się do Nalczyka, by maksymalnie zwiększyć szanse na zorganizowanie transportu w kierunku Doliny Bezingi.

Ponownie korzystamy z najpopularniejszego lokalnego transportu – Gazeli. Płacąc 20 $ ładujemy się z plecakami do busa i tradycyjnie zajmujemy cały tył. Niecierpliwie czekamy na kierowcę, by po około 30 minutach ruszyć w drogę.

.

Doliną BaksanuDoliną Baksanu (by M.Włoszczyk)

.

Kierowca śmiało pokonuje wąską drogę, wijącą się przez  Dolinę Baksanu. Jedziemy naprawdę szybko, co jakiś czas zatrzymując się jedynie, by ustąpić miejsca terroryzującym wszystkie lokalne drogi, bezpańsko pasącym się stadom bydła…

W stolicy meldujemy się około południa. Jest upał. Przedzieramy się z plecakami przez centrum i udajemy w dobrze już nam znanym kierunku biura Kabalkalpinist. Gdy docieramy na miejsce, Aminy nie ma, dlatego rozsiadamy się na miejscu, wykorzystując czas na posiłek i wymianę waluty. Jest z nami kilka innych osób, które żywo rozbudzają nasze nadzieje na szybkie dotarcie do Doliny.

Wreszcie zjawia się Amina. Zbieramy gratulacje za udane wejście na Elbrus i otrzymujemy wymarzony Propusk, będący jedynym  dokumentem, który umożliwia pokonanie kontroli wojskowych i wjazd na teren Doliny.

.

"Pozwolenie na kontakt z naturą"„Pozwolenie na kontakt z naturą” (by M.Włoszczyk)

.

sądnym okiemsądnym okiem (by M.Włoszczyk)

.

bez tego ani ruszbez tego ani rusz (by Ł.Gieltowski)

.

Powoli ładujemy się do czekającego już na nas UAZ-a i ruszamy wreszcie w drogę. Jest wczesne popołudnie.

Powoli klucząc ulicami Nalczyka i odwiedzając jeszcze lokalne targowisko, wydostajemy się ze stolicy. Przed nami 4 godziny drogi, która z każdym kilometrem będzie coraz bardziej przerażająco fascynująca.

Początkowo droga jest równa. Mijamy małe miasteczka, kilka drobnych wsi i niezliczone patrole policji. Wkrótce jednak asfaltowa nawierzchnia stanie się już tylko wspomnieniem, a resztki cywilizacji, znikną za szybami naszego samochodu.

Ciągnąca się dnem doliny droga wydaje się nie mieć końca. Wspaniałe pejzaże i niezwykłe widoki, mieszają się z uczuciem coraz większego oddalenia i niemożności powrotu w wypadku jakiegokolwiek załamania pogody. Kilkukrotnie pokonujemy wijącą się tutaj rzekę, a na drodze wyrastają coraz to nowe i bardziej dzikie przeszkody w postaci ogromnych dziur i leżących beztrosko wielkich kamieni.

.

postójpostój (by M.Włoszczyk)

.

nasz bombowiecnasz bombowiec (by Ł.Gieltowski)

.

**** (by Ł.Gieltowski)

.

Po około 3 godzinach i minięciu wsi Bezinga natrafiamy na wojskową Zonę. Nieśmiało wysiadamy z naszego wehikułu i udajemy się na kontrole. Znudzony żołnierz, dodający sobie otuchy kałasznikowem dokładnie sprawdza dokumenty i w wielkim zeszycie skrzętnie odnotowuje nasz wjazd na teren Doliny. Po około 30 minutach otwiera się szlaban i kontynuujemy nasza podróż.

Późnym popołudniem wreszcie docieramy na miejsce. Niestety Dolinę pokrywają gęste chmury, za którymi skutecznie kryją się najwyższe szczyty „Małych Himalajów”, ale i tak jesteśmy pod ogromny wrażeniem tego miejsca. Bardzo dobra, jak na górską infrastruktura (magazyn z żywnością, stołówka, bar, wypożyczalnia sprzętu, mała biblioteka, pola namiotowe, prysznice) oraz cudowna atmosfera i ludzie czynią to miejsce niezwykłym.

Po zameldowaniu się u kierownika ośrodka i uiszczeniu wszystkich niezbędnych opłat kierujemy się na pole namiotowe. Przygotowanie noclegu, rekonesans w obozie, dobra kolacja i zimny Terek to wspaniałe zwieńczenie tego dnia. Jutro ruszamy na lodowiec…

Napisane przez: LG | 24 Październik 2009

Dzień 15 (03.VII) – videos -

poranek

naleśniki


Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.